WYBRANE TEKSTY Z KSIĘGI NIEBA

III Niedziela Wielkanocna (J 21, 1-19)

„Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». ” (J 21, 3).

Było to tak, że mój zawsze łaskawy Jezus dał się krótko usłyszeć i powiedział do mnie:

„Córko Moja, jakże niemiły jest mi widok duszy skulonej w sobie, pragnącej działać z samej siebie, skoro Ja jestem blisko niej i patrzę na nią; a gdy często widzę, że nie jest zdolna dobrze wykonać tego, co robi, czekam, aż Mnie zawoła i powie: 'Chcę zrobić to i tamto, a nie wiem jak’. Przyjdź, abyśmy to zrobili razem, to zrobię wszystko dobrze”. Na przykład: „Chcę kochać, przyjdź, aby kochać razem ze Mną; chcę się modlić, przyjdź, abyśmy się razem modlili; chcę złożyć tę ofiarę, przyjdź, abyś użyczył mi swojej siły, ponieważ czuję się słaba”, i tak jest z całą resztą: Chętnie, z największą przyjemnością, ofiarowałbym się wszystkim.

Jestem jak nauczyciel, który dał zadanie jednemu ze swoich uczniów i który teraz jest przy nim, aby zobaczyć, co robi jego uczeń, a ten nie bardzo wie, jak się za to zabrać, złości się, męczy, martwi, a może nawet płacze, ale nie mówi: „Nauczycielu, poucz mnie co do tego zadania”.

Co za upokorzenie dla nauczyciela, gdy widzi, że jest traktowany przez ucznia jak nic! Takie jest moje położenie”.

Następnie dodał: „Mówi się: człowiek myśli, a Bóg kieruje. 

Gdy tylko dusza postanawia czynić coś dobrego, być świętą, natychmiast roztaczam wokół niej wszystko, co jest konieczne: światło, łaski, poznanie Boga, oderwanie(zew. i wewnętrzne). 

A jeśli nie osiągnę z nią Mojego celu, to nie pozwolę, by brakowało jej czegokolwiek w umartwieniach aby dać jej to, do czego dążyła. 

Ale, niestety! Ilu ucieka ode Mnie siłą pośród tego dzieła, które Moja miłość oplotła wokół nich! Nieliczni są ci, którzy wytrzymują i pozwalają Mi dokończyć Moje dzieło”. 

(Księga Nieba,  do użytku prywatnego – tom 11; 20 sierpnia 1912)

„(…) Gdy Szymon Piotr usłyszał, że to jest Pan, przepasał się wierzchnią szatą, bo był nieodziany i wskoczył do jeziora” (J 21, 7).

Byłam w moim zwyczajowym stanie, kiedy błogosławiony Jezus pojawił się bardzo przelotnie i powiedział do mnie:

„Moja córko, Moja Wola doskonali miłość, zmienia ją, zawęża i rozszerza ku temu, co jest świętsze i doskonalsze. Czasami miłość chce wybuchnąć i pochłonąć wszystko, ale Moja Wola opanowuje miłość i mówi: „Powoli, nie uciekaj, bo czyniąc to, możesz sobie zaszkodzić, a jeśli chcesz pochłonąć wszystko, możesz popełnić błąd”. Miłość jest czysta o tyle, o ile jest zgodna z Moją Wolą; chodzą jednocześnie i nieustannie przekazują sobie pocałunek pokoju. Jeszcze innym razem Miłość, czy to z powodu wewnętrznego stanu duszy, czy też dlatego, że jej wybuchy nie przyniosły pożądanego skutku, pragnie mnie ograniczyć i osiąść niejako bezczynnie; wtedy moja Wola pobudza ją i mówi jej: „Idź naprzód, prawdziwie miłujący się nie są bezczynni i nie stoją bezużytecznie”.

Miłość jest pewna dopiero wtedy, gdy jest objęta Moją Wolą. 

Miłość zatem docenia i pożąda [ukochaną osobę], dochodzi do szaleństwa i nadmiaru; Moja Wola łagodzi i uspokaja samą miłość i karmi kochającą duszę solidniejszym i bardziej boskim pokarmem. Dlatego w miłości może być wiele niedoskonałości, nawet w rzeczach świętych, ale nigdy w Mojej Woli – tu wszystko jest doskonałe. Szczególnie, Moja córko, dzieje się tak u tych kochających dusz, które zostały obdarzone Moimi odwiedzinami, Moimi pocałunkami i pieszczotami, a które potem, kiedy pozbawiam je Mnie, pozostają ofiarami miłości: Miłość bierze je w posiadanie i sprawia, że wzdychają, tęsknią, fantazjują, stają się nierozsądne, niespokojne, niecierpliwe.

Gdyby nie Moja Wola, która je karmi, uspokaja, umacnia, miłość by je zabiła. Chociaż Miłość nie jest niczym innym, jak  pierworodną córką Mojej Woli, to jednak musi być stale korygowana przez Moją Wolę, a Ja kocham Ją tak, jak kocham samego Siebie.” 

(Księga Nieba – tom 9; 12 marca 1910)

„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” (J 1,5). (J 21, 16)

… „Moja najdroższa córko, wiedz o tym: to, czego pragnę i co jest mi najdroższe, to to, aby wszyscy wiedzieli, że kocham stworzenie. Chcę szeptać do ucha każdego serca: „Dziecko, kocham cię”, i byłbym szczęśliwy, gdybym usłyszał w odpowiedzi Mój własny, mały, odwzajemniony rym: „Jezu, kocham cię”. Odczuwam nieodpartą potrzebę kochania i bycia kochanym. O, jakże często pozostaję zatopiony w Mojej Miłości! Jeśli bowiem kocham i nie znajduję odwzajemnienia w miłości, Miłość Moja nie może się wylać, a wtedy zosteję pochłonięty przez Moja własną Miłość ! 

Dlatego tak bardzo kocham twoje „kocham cię”. Kiedy je wypowiadasz, przybierają one postać orzeźwiającego płomienia, który wchodzi w wielki ogień Mojej Miłości i daje Mi odpoczynek. Jak kojąca rosa kładzie się na płomienie, które mnie palą, tak uspokaja Moją Miłość, Moje delirium, Moje miłosne pragnienie; bo skoro zostałem pokochany, mogę teraz kochać, a skoro mogę dawać Moją Miłość, może się ona przelewać. Córko Moja, Niebo i Ziemia są wypełnione i nabrzmiałe Moją Miłością. Nie ma takiego miejsca, gdzie Moja Miłość nie odczuwałaby potrzeby, by się przelewać, by pęcznieć i spieszyć w poszukiwaniu serc, którym mogłaby wyszeptać do ucha to małe słowo: „Córko Moja, kocham cię, tak bardzo cię kocham, a ty – powiedz Mi także, że Mnie kochasz”. Moja Miłość uważnie słucha, czy dusza mówi Jej, że Ją kocha. Jeśli jest o tym przekonana, wtedy Moja Miłość czuje się umocniona w duszy i tam łagodnie spoczywa. Jeśli Miłość nie jest Jej zapewniona, wtedy spieszy się i błąka po niebie i ziemi, i nie zatrzymuje się, dopóki nie znajdzie kogoś, kto Jej powie, że Ją kocha. Teraz każde „kocham cię”, każdy akt miłości duszy jest ujściem dla MojejMmiłości, który wchodzi w Moją własną Miłość, wciela się w nią i ma moc ją otworzyć, niejako „rozciąć”, pozostając całkowicie nienaruszonym, takim, jakim jest; a tworząc coś w rodzaju szczelin, wytycza drogi, po których Moja Miłość może się rozlewać. 

Ale ta Miłość jest czysta tylko wtedy, gdy ożywia ją Moja Wola. 

Widzisz więc, jak długa jest litania twoich „kocham cię”? Jest tak wiele wentyli dla Miłości twojego Jezusa, które wzywają Mnie do odpoczynku w twojej duszy. Dlatego pragnę, abyś zawsze mówiła mi swoje „kocham cię” i chcę to usłyszeć we wszystkich rzeczach, które dla ciebie uczyniłem.

Chcę to usłyszeć zawsze, a jeśli Mi tego nie zapewniasz, mówię z westchnieniem: „Ach, nawet mała córeczka Mojej Woli nie pozwala Mi nieustannie rozlewać się w jej małej miłości!” i ze smutkiem czekam na twój drogi refren „kocham cię, kocham cię”.

Kochaj Mnie, córko moja, kochaj Mnie, ulituj się nad moim zranionym i słabnącym Sercem. Niespokojny, rozgorączkowany i rozmarzony, błagam o Twoją miłość. Pełen niepokoju obejmuję cię i bardzo mocno przyciskam do Mojego Serca, abyś poczuła, że płonę miłością, abyś poczuła Moje płomienie i w ten sposób ulitowała się nade Mną i pokochała Mnie.

O, uczyń mnie szczęśliwym, kochaj Mnie! Jeśli nie jestem kochany, czuję się nieszczęśliwy w Mojej Miłości i wpadam w gorączkowe delirium; ale jeśli współczujące serce jest poruszone, aby współczuć ze Mną i kocha Mnie, czuję, że Moje nieszczęście przemienia się w rozkosz.

Co więcej, każde twoje „kocham cię” jest niczym innym, jak kawałkiem drewna opałowego, które, gdy wrzucisz je do niezmierzonego oceanu Mojej Miłości, zamienia się w mały płomyczek i zwiększa o jeden stopień więcej miłość do twego dogorywającego Jezusa.” 

(Księga Nieba – tom 31; 16 grudnia 1932)