WYBRANE TEKSTY Z KSIĘGI NIEBA

Piątek II tydzień Adwentu (Mt 11,16-19)

16 Lecz z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: 17 „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili”. 18 Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opętał”. 19 Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije. a oni mówią: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny».

„Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili”. (Mt 11,17)

2 sierpnia 1899 r.; Tom 2

Zgodność z Jezusem. 

„Tego ranka mój godny uwielbienia Jezus ukazał mi się bardzo zasmucony i niemal rozgniewany na ludzi. Groził, że ześle zwykłe kary, aby sprawić, że ludzie nagle pomrą pod błyskawicami, gradem i ogniem. Bardzo Go prosiłam, aby się uspokoił, a Jezus powiedział do mnie:

«Bluźniercze czyny, które wznoszą się z ziemi ku niebu, są tak liczne, że gdyby modlitwa i dusze ofiarne przez zaledwie kwadrans nie stały przede Mną, sprawiłbym, że ogień wyszedłby z ziemi i zalałby nim ludzi.»

Następnie dodał:

«Zobacz, ile łask powinienem wylewać na stworzenia. Lecz ponieważ nie znajduję żadnej odpowiedzi (odwzajemnienia, zgodności), jestem zmuszony zatrzymać je w sobie. Co więcej, one sprawiają, że zamieniam je w kary. Staraj się, o moja córko, odpowiadać na tak liczne łaski, które wlewam w ciebie. Bo odpowiadanie (współdziałanie, zgodność) jest otwartymi drzwiami, które pozwalają Mi wejść do serca, aby uczynić w nim moje mieszkanie. Odpowiedź duszy jest jak życzliwe przyjęcie, jak szacunek okazywany ludziom, kiedy przychodzą, aby nas odwiedzić. Przyciągnięci tym szacunkiem, tym życzliwym zachowaniem wobec nich, są niejako zmuszeni, by powracać. Dochodzi w końcu do tego, że nie można się już rozstać. Wszystko jest w zgodzie ze Mną — a w takiej mierze, w jakiej dusze odpowiadają Mi i traktują Mnie na ziemi, tak Ja będę postępował wobec nich w niebie. Sprawię, że zastaną otwarte drzwi i zaproszę cały niebiański dwór, aby wyszedł im na spotkanie, i posadzę je na najwznioślejszym tronie. 

Zupełnie odwrotnie będzie z tymi, którzy nie są ze Mną w zgodzie.»

………………………………….

25 października 1899, Księga Nieba  2 

Echo Bożej miłości i echo niewdzięczności stworzeń. 

Mój drogi Jezus nadal objawia się prawie zawsze w ten sam sposób. Dziś rano dodał: „Moja córko, Moja Miłość do stworzeń jest tak wielka, że rozbrzmiewa jak echo w niebiańskich regionach. Wypełnia atmosferę i rozprzestrzenia się po całej ziemi. Ale jak stworzenia reagują na to pełne miłości echo? Niestety, wynagradzają Mi echem niewdzięczności.  Trujące są i wypełnione wszelkiego rodzaju goryczą i grzechami. Odpowiadają niemal śmiertelnym echem, nadającym się tylko do zranienia Mnie. 

Ale Ja wyludnię oblicze ziemi, aby to echo, rozbrzmiewające trucizną, nie zagłuszyło Moich uszu”. 

Powiedziałam: „Ach, Panie,cóż Ty mówisz?”

Jezus kontynuował: „Postępuję, jak współczujący lekarz, który ma najskuteczniejsze lekarstwa dla swoich dzieci, a wszystkie te dzieci są pełne ran. Co zrobi ten lekarz i ojciec, który kocha swoje dzieci bardziej niż własne życie? Czy pozwoli, aby te rany stały się jak gangrena? 

Czy pozwoli im umrzeć ze strachu, że mogą ucierpieć od ognia i noża? Nie, nigdy! Nawet jeśli poczuje się tak, jakby te narzędzia zostały użyte na nim samym, to mimo wszystko weźmie nóż. Tnie ciało i stosuje lekarstwo, ognia, aby nie dopuścić do dalszego postępu zepsucia. Chociaż często zdarza się, że dzieci umierają podczas tych operacji, nie było to wolą ojca- lekarza. Jego wolą było ich uzdrowienie.

Taki jestem. Ranię, aby je uzdrowić. Niszczę je, aby je wskrzesić. Jeśli wielu ginie, nie jest to Moją Wolą. Jest to jedynie wynik ich niegodziwości i niechętnej woli.  Jest to jedynie następstwo ich niegodziwości i ich opornego, sprzeciwiającego się Mnie ducha. To skutek tego trującego echa, które chcą Mi odesłać, aż w końcu sami widzą, że prowadzi ich to do zagłady.”

Zapytałam: „Powiedz mi, moje jedyne dobro, jak mogłabym osłodzić ci to trujące echo, które tak bardzo cię zasmuca?”. 

Odpowiedział: „Jedynym lekarstwem jest to, abyś wykonywała wszystkie swoje działania wyłącznie z zamiarem zadowolenia Mnie i abyś używała wszystkich swoich zmysłów i mocy, aby Mnie kochać i uwielbiać. Niech każda twoja myśl, słowo i wszystko inne będzie niczym innym, jak tylko miłością, którą masz dla Mnie. W ten sposób twoje echo będzie przyjemnie wznosić się przed Moim tronem i zmiękczy Mój słuch”.

…………………..

22 stycznia 1900 r.; Tom 3

Zgodność z Łaską. 

Po tym, jak spędziłam najbardziej gorzkie dni ogołocenia, moje biedne serce zmagało się między lękiem, że Go utraciłam, a nadzieją, że – kto wie – mogłabym Go znowu ujrzeć. O Boże, jak krwawy bój musiało stoczyć moje biedne serce!

Udręka była tak wielka, że raz stawało się lodowate, a raz było jakby miażdżone pod prasą, aż krople krwi z niego wypływały.

Kiedy byłam w tym stanie, czułam, że mój dobry Jezus jest ze mną. Usunął ze mnie zasłonę, która uniemożliwiała mi zobaczenie Go. W końcu mogłam Go zobaczyć. Natychmiast powiedziałam do Niego: „O, Panie! Już mnie nie kochasz!”. 

A On: „Tak, tak… „Tak, tak… to, co ci polecam, to odpowiadać Mojej łasce.
Aby być wierną, musisz być jak echo rozbrzmiewające w pustej przestrzeni:
gdy tylko rozlega się głos, natychmiast – bez najmniejszego opóźnienia – słychać odbicie echa.

W taki sam sposób ty rozpocznij od razu echo swojej odpowiedzi, skoro tylko zaczynasz otrzymywać Moją łaskę – nawet nie czekając, aż przestanę ci ją dawać.”

…………………….

Brak współbrzmienia z łaską. 

Jezus wciąż kontynuuje swoje wizyty – zawsze w milczeniu – i przemyka jak błyskawica. A ja spędzam swoje dni w goryczy i jakby sparaliżowana, jak ktoś, kogo całe wnętrze zostało uderzone piorunem, tak że nie może poruszyć się ani naprzód, ani wstecz.
Nie potrafię nawet wyrazić, co dokonało się w moim wnętrzu; wierzę, że lepiej o tym milczeć, niż to wypowiadać.

Tego ranka przyszedł na chwilę i powiedział do mnie:

„Moja córko, kto nie odpowiada na Moją łaskę, żyje jak drapieżne ptaki. Taka dusza nie czyni  nic innego, jak tylko żyje z kradzieży. Ograbia Moją łaskę, żyje dzięki niej, a Mnie nie poznaje — i w końcu jeszcze Mnie obraża.”

I zniknął jak błyskawica, pozostawiając mnie jeszcze bardziej oszołomioną niż wcześniej. 

(20 lutego 1907; Tom 7, z  Księgi Nieba)