Sobota XVIII tygodnia okresu zwykłego (Mt 17,14-20)
14 Gdy przyszli do tłumu, podszedł do Niego pewien człowiek i padając przed Nim na kolana, 15 prosił: «Panie, zlituj się nad moim synem! Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. 16 Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić». 17 Na to Jezus odrzekł: «O plemię niewierne i przewrotne! Jak długo jeszcze mam być z wami; jak długo mam was cierpieć?9 Przyprowadźcie Mi go tutaj!» 18 Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie. 19 Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: «Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?» 20 On zaś im rzekł: «Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was.
„Wtedy Jezus rozkazał mu surowo, a zły duch opuścił go” (Mt 17,18)
Kontynuowałam moje zwyczajowe oddanie się Fiat i znalazłam się poza moim ciałem. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam w pobliżu mnie piekielnego wroga, jak gdyby chciał rzucić się na mnie. Ja jednak poczułam w sobie taką siłę, że stanęłam na nim, a gdy to uczyniłam, został całkowicie zmiażdżony i roztrzaskany na kawałki. Odczułam lęk i pomyślałam sobie: „Minęło dużo czasu, odkąd widziałam wroga; co więcej, kiedy tylko mnie zobaczył, zawsze przede mną uciekał. Czego teraz chce, skoro zbliża się do mnie?” Wówczas mój ukochany Jezus poruszył się w moim wnętrzu i powiedział do mnie:
„Moja córko, dusza, która posiada moje Boskie Fiat, ma taką moc, że może roztrzaskać na kawałki moc diabelską.
Pozwoliłem na to, abyś, kiedy tylko na nim stanęłaś, mogła własnymi rękami dotknąć i poczuć, jak został zmiażdżony, abyś się go nie lękała – a także aby on sam odczuł moc duszy, która posiada moją Wolę, która rozprasza moc diabelską jak proch na wietrze. Dlatego nie martw się z jego powodu, lecz kontynuuj swoje życie w moim Fiat. Powinnaś bowiem wiedzieć, że każda modlitwa, każdy akt i każdy ruch duszy, która żyje w Nim, zawiera w sobie nieskończoną i niezniszczalną moc oraz ciężar.
Nieskończoność rozciąga się wszędzie i posiada właściwość rodzenia wszelkich dóbr; obejmuje wieczność, co więcej, zawiera w sobie samego Boga. Dlatego akt dokonany w mojej Woli jest aktem, który nigdy się nie kończy i posiada taką moc, że obejmuje Niebo i ziemię.
Nasz Fiat, swoją nieskończoną mocą, zamyka w akcie stworzenia nasze Bóstwo i czyni ze swoich zasłon światła najpiękniejszy i najwspanialszy pałac królewski dla naszego Boskiego Bytu.”
(z „Księgi Nieba”; do użytku prywatnego – tom 26; 25 maja 1929 r.)
“Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy” (Mt 17, 20)
Kiedy widziałam spowiednika i Jezusa, który mu to mówił, wydawało mi się w moim umyśle, że gdybyśmy tak uczynili, byłoby podobnie jak z osobą, która ma opuścić dom, aby przejść do drugiego. Co ona czyni? Najpierw wysyła wszystkie swoje rzeczy i wszystko, co posiada, a potem sama idzie. Tak samo i my najpierw wysyłamy nasze dzieła, aby zajęły dla nas miejsce w Niebie, a potem, kiedy nadchodzi nasz czas, idziemy i my. Och, jak piękny orszak przygotują one dla nas! Gdy zobaczyłam spowiednika, przypomniałam sobie, że powiedział mi, iż mam napisać o wierze tak, jak Pan opowiedział mi o tej cnocie. Gdy tak rozmyślałam, w jednej chwili Pan przyciągnął mnie tak bardzo do siebie, że poczułam się poza swoim ciałem na sklepieniu nieba razem z Jezusem. …Jezus powiedział mi dokładnie te słowa: Wiara to Bóg. Te dwa słowa zawierały w sobie ogromne światło, którego nie da się wyrazić, ale postaram się je opisać tak, jak potrafię. W słowie „wiara” rozumiałam, że wiarą jest sam Bóg. I tak jak pokarm materialny daje życie ciału, żeby nie umarło, tak wiara daje życie duszy. Bez wiary dusza jest martwa. Wiara ożywia, wiara uświęca, wiara uduchawia człowieka i sprawia, że jego oczy zwracają się ku Najwyższej Istocie, tak iż nie przyswaja niczego z rzeczy tego świata, a jeśli je przyswaja, to przyswaja je w Bogu. Och, jakie jest szczęście duszy, która żyje wiarą! Nieustannie wzlatuje w kierunku Nieba. We wszystkim, co jej się przydarza, zawsze przegląda się w Bogu. W ten sposób podczas utrapienia wiara unosi ją w kierunku Boga. Nie smuci się ani nawet nie narzeka, wiedząc, że nie powinna radować się tutaj, ale w Niebie. Jeśli więc radość, bogactwo i rozkosz otaczają ją, to wiara unosi ją do Boga. Mówi zatem do siebie: „O ileż będę szczęśliwsza i bogatsza w Niebie!” Dlatego czuje odrazę do dóbr ziemskich, gardzi nimi i umieszcza je pod swoimi stopami. Wydaje mi się, że duszy żyjącej wiarą przytrafia się tak, jak osobie, która posiada milion monet, a nawet całe królestwa, a ktoś inny chce ofiarować jej jednego grosika. Co by powiedziała? Czy nie wzgardziłaby nią? Czy nie rzuciłaby jej tego w twarz? Dodam: a gdyby ten grosz był cały zabłocony, tak jak zabłocone są rzeczy ziemskie? Co więcej, co by było, gdyby ten grosz był przekazany jako pożyczka? Powiedziałaby: „Posiadam ogromne bogactwa i lubuję się nimi, a ty ośmielasz się ofiarować mi ten ohydny i tak zabłocony grosz, i to tylko na krótki czas?” Sądzę, że natychmiast odwróciłaby wzrok i nie przyjęłaby daru. Tak samo postąpiłaby w sprawach ziemskich dusza, która żyje wiarą. Przejdźmy teraz raz jeszcze do koncepcji pożywienia. Ciało, przyjmując pożywienie, nie tylko się utrzymuje, lecz także dzieli substancję pokarmową, która potem przekształca się w samo ciało. Tak samo jest z duszą, która żyje wiarą. Ponieważ wiara to sam Bóg, więc dusza żyje samym Bogiem, a żywiąc się Bogiem, jest uczestnikiem Istoty Bożej, a będąc uczestnikiem Istoty Bożej, upodabnia się do Niego i przemienia się w samego Boga. Z duszą żyjącą wiarą jest tak że, podczas gdy święty jest Bóg, święta jest dusza, potężny jest Bóg, potężna jest dusza, mądry, silny i sprawiedliwy jest Bóg, mądra, silna i sprawiedliwa jest dusza. Tak jest ze wszystkimi innymi przymiotami Boga. Krótko mówiąc, dusza staje się małym Bogiem. Och, jakie jest szczęście tej duszy na ziemi! A jakie potem będzie jej szczęście wieczne w Niebie! Zrozumiałam też, że słowa, które Pan mówi do swoich ukochanych dusz: „Poślubię was w wierze” oznaczają, że Pan w tych mistycznych zaślubinach obdarza dusze swoimi własnymi cnotami. Wydaje mi się, że podobnie jest z dwojgiem małżonków, którzy łączą razem swój majątek, tak iż nie można już odróżnić rzeczy jednego od rzeczy drugiego. Oboje stają się ich właścicielami. Jednak w naszej kwestii dusza jest uboga. Wszelkie dobra pochodzą od Pana, który czyni ją uczestnikiem swojej Istoty. Życie duszy to Bóg, wiara to Bóg, a dusza, posiadając wiarę, wszczepia w siebie wszystkie inne cnoty, tak iż wiara przebywa w sercu jak król, a wokół niej są inne cnoty i jako poddani służą wierze. Tak więc cnoty bez wiary to cnoty, które nie mają życia. Wydaje mi się, że Bóg przekazuje wiarę człowiekowi na dwa sposoby. Pierwszy to przez chrzest święty. Drugi jest wtedy, gdy błogosławiony Bóg, przekazując duszy cząstkę swojej Istoty, przekazuje jej cnotę czynienia cudów np. zdolność wskrzeszania zmarłych, uzdrawiania chorych, zatrzymania słońca itp. Och, gdyby świat miał wiarę, zamieniłby się w ziemski raj! Och, jak wysoki i wzniosły jest lot duszy ćwiczącej się w wierze! Wydaje mi się, że kiedy dusza ćwiczy się w wierze, zachowuje się jak płochliwe ptaszki, które w obawie przed myśliwymi lub inną pułapką osiedlają się w koronach drzew lub na wzgórzach. Kiedy muszą coś zjeść, wychodzą, biorą jedzenie i natychmiast lecą do domu. Jeden, bardziej przezorny, bierze jedzenie i nawet go nie zjada na ziemi. Chcąc być bezpieczniejszym, zabiera go ze sobą na szczyt drzewa i tam połyka. Tak samo dusza, która żyje wiarą, jest tak nieśmiała wobec ziemskich rzeczy, że z obawy przed zasadzką nie raczy nawet na nie spojrzeć. Jej mieszkanie jest wysoko w górze, to znaczy ponad wszystkimi ziemskimi rzeczami, a szczególnie w ranach Jezusa Chrystusa. Z wnętrza tych błogosławionych komnat wzdycha, płacze, modli się i cierpi wraz ze swoim Oblubieńcem Jezusem z powodu stanu i nędzy, w których znajduje się rodzaj ludzki. Podczas gdy żyje w tych otworach ran Jezusa, Pan przekazuje jej cząstkę swoich cnót, a dusza odczuwa w sobie te cnoty tak, jakby były jej własnymi. Chociaż uważa je za swoje własne, to jednak odczuwa, że są jej przekazywane, ponieważ to Pan przekazuje jej te cnoty na własność. To tak jak z osobą otrzymującą dar, którego nie posiadała. Co ona czyni? Przyjmuje go i staje się jego właścicielką, ale za każdym razem, gdy na niego patrzy, mówi do siebie: „Jest mój, ale podarowała mi go ta osoba”. Tak samo czyni dusza, którą Pan przemienia w siebie, przekazując jej cząstkę swojej Boskiej Istoty. Otóż dusza ta, brzydząc się grzechem, jednocześnie współczuje innym, modli się za tych, których widzi, że kroczą w kierunku przepaści, jednoczy się z Jezusem Chrystusem, oddaje się jako ofiara cierpienia, aby przebłagać sprawiedliwość Bożą i oszczędzić stworzeniom zasłużonych kar. A gdyby ofiara z życia była konieczna, bardzo chętnie by ją poniosła dla zbawienia jednej tylko duszy. A ponieważ spowiednik poprosił mnie, abym mu wyjaśniła, jak czasami widzę Boskość naszego Pana, odpowiedziałam mu, że nie jestem w stanie mu tego powiedzieć. Jednak w nocy ukazał mi się błogosławiony Jezus i niemal mnie skarcił za tę moją odmowę. Potem ukazał mi jakby dwa bardzo jasne promienie. Przy pierwszym zrozumiałam w moim umyśle, że wiara to Bóg, a Bóg to wiara. Próbowałam powiedzieć coś na temat wiary, a teraz spróbuję opisać, jak widzę Boga, czyli opiszę drugi promień. Gdy byłam poza sobą i znajdowałam się wysoko w niebiosach, wydawało mi się, że widzę Boga wewnątrz Światła, a On sam wydawał się Światłem. W tym Świetle znajduje się piękno, siła, mądrość, ogrom, wielkość oraz głębia bez końca i bez granic. Nawet w powietrzu, którym oddychamy, jest sam Bóg, którego wdychamy. Każdy więc może uczynić Go swoim własnym życiem, tak jak On w rzeczywistości jest życiem każdego. Nic Mu zatem nie umyka i nic nie może się od Niego wymknąć. Wydaje się, że to Światło jest głosem i bez mówienia w pełni działa, podczas gdy zawsze odpoczywa. Znajduje się wszędzie i niczemu nie zawadza. I chociaż znajduje się wszędzie, ma również swoje centrum. O Boże, jakże niepojęty jesteś! Widzę Cię, czuję Cię, jesteś moim życiem, zacieśniasz się we mnie, podczas gdy nieustannie jesteś niezmierzony i nic z siebie nie tracisz. Jednak czuję, że się jąkam i wydaje mi się, że nie potrafię powiedzieć niczego. Aby móc się lepiej wyrazić za pomocą naszego ludzkiego języka, powiem, że widzę cień Boga w całym stworzeniu, ponieważ w całym stworzeniu umieścił On raz cień swojego piękna, raz swoją woń, a raz swoje światło… To tak jak w słońcu, w którym widzę szczególny cień Boga. Widzę, jakby Jego obrazem była nasza planeta3.
Widzę Go jako króla wszystkich innych planet.
1. Czym jest słońce? Jest niczym innym jak kulą ognia. Kula jest jedna, ale promieni jest wiele, tak iż możemy łatwo zrozumieć, że kulą jest Bóg, a promieniami są niezmierzone przymioty Boga.
2. Słońce jest ogniem, ale jednocześnie jest światłem i ciepłem. Trójca Święta jest więc zobrazowana w słońcu. Ogień to Ojciec, światło to Syn, a ciepło to Duch Święty. Jednak słońce jest jedno. I tak jak ogień nie może być oddzielony od światła i ciepła, tak też jedna jest moc Ojca, Syna i Ducha Świętego, tak iż nie da się ich naprawdę rozdzielić. I jak ogień jednocześnie wytwarza światło i ciepło, tak iż nie można wyobrazić sobie ognia bez światła i bez ciepła, tak nie można wyobrazić sobie Ojca bez Syna i Ducha Świętego. Zatem wszystkie trzy Osoby Boskie wzajemnie posiadają to samo odwieczne źródło. Dodam, że światło słońca rozchodzi się wszędzie. Tak samo Bóg ze swoim ogromem przenika wszędzie. Pamiętajmy jednak, że światło słońca to tylko cień, bo słońce nie dociera tam, gdzie nie może przeniknąć swoim światłem, ale Bóg przenika wszędzie. Bóg jest czystym Duchem, a Jego obrazem jest słońce, które pozwala swoim promieniom przenikać wszędzie i nikt nie jest w stanie uchwycić je w swoje ręce. Co więcej, Bóg patrzy na wszystko, na nieprawość i niegodziwość ludzi i zawsze pozostaje tym, kim jest, czystym, świętym i niepokalanym. Cieniem Boga jest słońce, które rzuca swoje światło na to, co brudne, i pozostaje nieskazitelne. W ogniu rozprzestrzenia swoje światło i nie spala się. W morzu i w rzekach rozprzestrzenia swoje światło i nie tonie. Wszystkim daje światło i wszystko zapładnia. Swoim ciepłem daje życie wszystkiemu i nie traci światła ani ciepła, co więcej, gdy czyni tak wiele dobrego dla wszystkich, nie potrzebuje nikogo i zawsze pozostaje tym, czym jest. Zawsze jest majestatyczne, olśniewające i nigdy się nie zmienia. Och, jak dobrze można rozpoznać w słońcu boskie cechy! Ze swoim ogromem znajduje się w ogniu i się nie spala, jest w morzu i nie tonie, jest pod naszymi stopami i nie depczemy po Nim, oddaje się wszystkim i nie staje się ubogim, i nie potrzebuje nikogo. Patrzy na wszystko, co więcej, wytęża wzrok i nie ma niczego, czego by nie usłyszał. Zna każde włókno naszego serca i każdą myśl naszego umysłu. A ponieważ jest czystym Duchem, nie ma ani uszu, ani oczu i nigdy się nie zmienia niezależnie od tego, co się przydarza. Kiedy słońce zalewa świat swoim światłem, nie męczy się. Tak samo Bóg nie męczy się, dając życie wszystkim, pomagając światu i wspierając go. Jeśli człowiek już nie chce cieszyć się światłem słońca i jego dobroczynnym wpływem, może się ukryć, może się schronić, ale to nie ma wpływu na słońce, pozostaje ono tym, czym jest, całe zło spada na człowieka. Tak samo grzesznik przez grzech może oddalić się od Boga i nie cieszyć się już Jego dobroczynnym oddziaływaniem, ale to nie wpływa na Boga, zło przypada grzesznikowi. Nawet okrągłe kształty słońca symbolizują wieczność Boga, który nie ma ani początku, ani końca. Jego symbolem jest przenikliwe światło słońca, którego nikt nie może objąć swoim okiem. Kto chciałby na nie spojrzeć w samo południe, zostałby oślepiony. A gdyby słońce zechciało zbliżyć się do człowieka, człowiek byłby spalony. Tak samo jest z Boskim Słońcem. Żaden stworzony umysł nie może Go objąć swoim małym umysłem, aby zrozumieć w pełni, czym jest. Gdyby chciał podjąć wysiłek, jego umysł byłby oślepiony i zmieszany. A gdyby to Boskie Słońce zechciało ukazać człowiekowi całą swoją miłość, pozwalając mu ją poczuć, kiedy jest w ludzkim ciele, jego ciało spaliłoby się. Dlatego Boskie Słońce rzuciło cień siebie i swojej doskonałości w całym stworzeniu. Wydaje się więc, że widzimy Je i dotykamy, i jesteśmy nieustannie przez Nie dotykani. Ponadto, po tym, jak Pan powiedział te słowa: Wiara to Bóg, ja powiedziałam do Niego: Jezu, miłujesz mnie?, a On dodał: a ty Mnie miłujesz? Od razu powiedziałam: Tak, Panie. Ty wiesz, że bez Ciebie czuję, że brakuje mi życia. Otóż – powiedział Jezus – ty Mnie miłujesz, a Ja ciebie. Miłujmy się więc i zawsze bądźmy razem. Tak zakończył się ten ranek. Któż mógłby wypowiedzieć, ile mój umysł pojął z tego Boskiego Słońca? Wydaje mi się, że widzę Je i dotykam wszędzie, co więcej, czuję się Nim zalana wewnątrz i na zewnątrz siebie, ale moja pojemność jest maleńka. Choć wydaje mi się, że pojmuję trochę Boga, to kiedy Go widzę, wydaje mi się, że nic nie zrozumiałam, a nawet powiedziałam niedorzeczności. Mam nadzieję, że Jezus wybaczy mi moje niedorzeczności.
1 Ks. Gennaro di Gennaro był spowiednikiem Luizy przez 24 lata, od 1899 do 1923 r. W lutym 1899 roku ks. Gennaro polecił jej napisać relację z jej duchowych doświadczeń.
2 Od 1887 roku aż do śmierci 4 marca 1947 roku Luiza była przykuta do łóżka z powodu swoich mistycznych cierpień. Przez te wszystkie lata za zgodą arcybiskupa prawie zawsze spowiednik odprawiał Mszę św. w jej pokoju.
3 Z kontrastu między bardzo ubogą kulturą Luizy a bardzo wzniosłymi pojęciami teologicznymi, które wyraża, widać, że treść jej wypowiedzi nie pochodzi od niej, ale od Pana.
(Księga Nieba; 28 lutego 1899; tom 2; (www.wolaboza.org))
………………………
Jezus przemawia do spowiednika: musi ćwiczyć się w wierze (którą jest sam Jezus), a wtedy otrzyma trzy rozkosze duchowe
Dziś rano Jezus nadal od czasu do czasu się ukazuje, dzieląc się ze mną coś niecoś swoimi cierpieniami. Czasami widziałam także zjednoczonego z Nim spowiednika. A ponieważ kazał mi się modlić o niektóre z jego potrzeb, więc kiedy go zobaczyłam razem z naszym Panem, zaczęłam modlić się do Jezusa, aby spełnił to, czego chciał. Kiedy się do Niego modliłam, Jezus, pełen dobroci, zwrócił się do spowiednika i powiedział do niego:
“Pragnę, aby wiara zalała cię wszędzie jak owe łodzie, które są otoczone wodami morza. A ponieważ Wiara to Ja sam, jeśli będziesz zalany Mną, czyli Tym, który wszystko posiada, może i swobodnie daje osobom pokładającym w Nim ufność, nie będziesz się martwił o to, co ma być, kiedy ma być i jak masz to zrobić. Ja sam wedle twoich potrzeb przyjdę ci z pomocą. Następnie dodał: Jeśli będziesz się ćwiczył w wierze, jakby w niej pływając, w nagrodę wleję w twoje serce trzy rozkosze duchowe.
Pierwsza: będziesz z jasnością przenikał rzeczy Boże, a w czynieniu rzeczy świętych poczujesz się zalany taką radością i takim szczęściem, że będziesz jakby nimi przesiąknięty – i to jest namaszczenie moją łaską.
Druga: poczujesz znudzenie rzeczami ziemskimi i radość w sercu z rzeczy niebieskich. Trzecią jest całkowite oderwanie od wszystkiego. Poczujesz niechęć do tych rzeczy, do których wcześniej miałeś zamiłowanie – to już od pewnego czasu wlewam w twoje serce, a ty już tego doświadczasz.
Twoje serce zalane więc będzie radością, którą przeżywają obnażone dusze, mające serca tak zalane moją Miłością, że rzeczy zewnętrzne, które je otaczają, nie robią na nich żadnego wrażenia.”
(Księga Nieba; 25 czerwca 1899; tom 2; www.wolaboza.org))
……………….…..
Aby w pełni żyć w Woli Bożej, trzeba objąć wszystko. Za pomocą boleści można nabyć dobra przeciwstawne grzechom i boleściom stworzeń oraz dobra dla nich przeznaczone, a zawieszone
Jego nieobecność nadal trwa. Kiedy mój słodki Jezus dopiero co się ukazał, powiedziałam do Niego: Powiedz mi, moja Miłości, w czym Cię obraziłam, że uciekasz ode mnie daleko? Och, moje serce krwawi z powodu gorzkiego bólu!
A Jezus: Czy może odstąpiłaś od mojej Woli?
A ja: Nie, nie. Niech mnie Bóg uchroni od takiej niełaski.
A On: Dlaczego więc pytasz się Mnie, w czym Mnie obraziłaś? Grzech wkracza wtedy, gdy dusza odstępuje od mojej Woli. Ach, córko moja, aby w pełni posiąść moją Wolę, musisz skupić w sobie wszystkie stany ducha wszystkich stworzeń. A kiedy będziesz przechodzić z jednego stanu ducha do drugiego, posiądziesz moją Wolę.
Tak było w przypadku mojej Mamy i mojego Człowieczeństwa. Ileż boleści, ileż stanów ducha było w Nas skupionych? Moja droga Mama wiele razy pozostawała w stanie czystej wiary, a moje cierpiące Człowieczeństwo było jakby zmiażdżone pod ogromnym ciężarem wszystkich grzechów i boleści wszystkich stworzeń. Ale gdy cierpiałem, posiadałem wszelkie dobra przeciwstawne grzechom i boleściom stworzeń. A moja droga Mama stawała się Królową wiary, nadziei i miłości oraz władczynią światła, aby wszystkim dać wiarę, nadzieję, miłość i światło.
Aby dać, konieczne jest posiąść. Aby posiąść, konieczne jest skupić w sobie boleści, konieczne jest z poddaniem i miłością zamienić boleści w dobra, ciemność w światło, zimno w ogień. Moja Wola jest pełnią, a ten, kto ma w Niej żyć, musi do Niej wstąpić, posiadając wszelkie możliwe i wyobrażalne dobra w takim stopniu, w jakim jest to możliwe dla stworzenia.
Ileż dóbr mógłbym dać każdemu i ileż mogłaby dać moja nierozłączna Mama (a jeśli już więcej ich nie dajemy, to dlatego że nie ma nikogo, kto mógłby je przyjąć), ponieważ znosiliśmy wszystkie boleści? Gdy przebywaliśmy na ziemi, naszym zamieszkaniem była pełnia Woli Bożej. A teraz przyszła kolej na ciebie, abyś przebyła tę samą drogę co My i zamieszkała tam, gdzie My mieszkamy.
Czy sądzisz, że życie w naszej Woli jest drobnostką lub życiem jak każde inne, choćby święte? Ach, nie, nie. Jest wszystkim. W nim stosowne jest objąć wszystko. Jeśli coś ci umyka, nie możesz powiedzieć, że żyjesz pełnią naszej Woli.
Dlatego bądź uważna i nieustannie wzlatuj w mojej Odwiecznej Woli.
(Księga Nieba; 23 maja 1923 , tom 2; www.wolaboza.org))
……………………..
Ponadto nie jest prawdą, że Najwyższa Królowa nigdy nie była Mnie pozbawiona – zawsze była nierozłączna, lecz także pozbawiona. Ale nie zaszkodziło to wysokości Jej świętości; przeciwnie, pomnożyło ją.
Jak często pozostawiałem Ją w stanie czystej wiary! Ponieważ miała być Królową Boleści i Matką wszystkich żyjących, nie mogło Jej zabraknąć najpiękniejszej ozdoby, najjaśniejszej perły, która nadawała Jej szczególny charakter Królowej Męczenników i Najwyższej Matki wszystkich boleści.
To cierpienie pozostawania w czystej wierze przygotowało Ją do otrzymania depozytu moich nauk, skarbu Sakramentów i wszystkich dóbr mojego Odkupienia. Albowiem ponieważ moje pozbawienie jest największym cierpieniem, wprowadza ono duszę w stan, w którym zasługuje ona na to, aby stać się szafarką największych dóbr swojego Stwórcy, Jego najwyższych poznań i Jego tajemnic.
Jak często czyniłem to dla ciebie! Po jednym z moich pozbawień objawiłem ci najwyższe poznania dotyczące mojej Woli. W ten sposób posunąłem się aż do tego, aby uczynić cię szafarką nie tylko Jej poznań, lecz samej mojej Woli.
Najwyższa Królowa musiała ponadto jako Matka posiadać wszystkie stany dusz, a więc także stan czystej wiary, aby dać swoim dzieciom tę niezachwianą wiarę, która pozwala oddać krew i życie, aby bronić wiary i dawać o niej świadectwo. Gdyby nie posiadała tego daru wiary, jak mogłaby go dać swoim dzieciom?”
(Księga Nieba; 22 sierpnia 1926, tom 19; Dr. Pflügl)