XVI Niedziela Okresu Zwykłego – A – (Mt 13,24-35)
24 Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. 25 Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. 26 A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. 27 Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” 28 Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” 29 A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. 30 Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”».
31 Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. 32 Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach».
33 Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». 34 To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. 35 Tak miało się spełnić słowo Proroka: “Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”
“Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata” (Mt 13, 35)
Jezus zamilkł, a ja nadal rozmyślałam nad tym, co mi powiedział. Dotykałam ręką wszystkiego, co Jezus uczynił, powiedział i wycierpiał. Wszystko to było nosicielem Woli Bożej.
Gdy ponownie przemówił, dodał:
„Moja dobra córko, Moje Człowieczeństwo ukrywało nie tylko w szczególny sposób Moje Bóstwo i Moją Wolę, lecz także wszystkie rzeczy stworzone.
Również samo Stworzenie jest zasłoną, która ukrywa Nasze Bóstwo i Naszą godną uwielbienia Wolę. Niebo jest zasłoną, która ukrywa Nasze niezmierzone Bóstwo, Naszą stałość i niezmienność. Mnóstwo gwiazd ukrywa niezliczone przejawy działania Naszej nieskończoności, stałości i niezmienności. O, gdyby człowiek był zdolny ujrzeć pod tym błękitnym sklepieniem Nasze Bóstwo ukryte bez zasłony owego błękitu, który Nas osłania i zakrywa! Zostałby zmiażdżony przez Nasz majestat wobec własnej małości i chodziłby drżąc, czując nad sobą nieustanne spojrzenie Boga czystego, świętego, mocnego i wszechpotężnego.
Ponieważ jednak kochamy człowieka, zakrywamy samych Siebie, ofiarowując mu Siebie we wszystkim, czego potrzebuje, lecz pozostając ukryci.”
Słońce jest zasłoną, która ukrywa Nasze niedostępne Światło, Nasz olśniewający Majestat. Musimy bowiem dokonywać cudu, aby ograniczyć Nasze niestworzone Światło, tak aby człowiek nie został nim przerażony.
Ukryci pod zasłoną tego światła, które stworzyliśmy, zbliżamy się do niego. Całujemy go, ogrzewamy go. Rozciągamy tę zasłonę światła nawet pod jego stopami, po jego prawej i lewej stronie, a także pod jego głową. Posuwamy się tak daleko, że napełniamy jego oczy światłem. Kto wie, może subtelność jego źrenicy zdołałaby Nas rozpoznać. Lecz nie! Na próżno!
Przyjmuje zasłonę światła, która Nas ukrywa, a My pozostajemy pośród stworzeń Bogiem nieznanym. Jakiż to ból!
Podobnie wiatr jest zasłoną, która ukrywa Nasze panowanie. Powietrze jest zasłoną, która ukrywa Nasze nieustanne Życie, jakie dajemy stworzeniom. Morze jest zasłoną, która ukrywa Naszą czystość, Nasze orzeźwienie i Naszą Boską świeżość. Jego szum ukrywa Naszą nieustanną Miłość. A gdy widzimy, że stworzenie Nas nie słucha, posuwamy się nawet do wzburzenia najwyższych fal, jakby po to, aby uczynić więcej hałasu i sprawić, by Nas rozpoznało, ponieważ pragniemy być miłowani.
Jakiekolwiek dobro człowiek otrzymuje, w każdym z nich ukryte jest Nasze Życie, które ofiarowuje mu to dobro. Nasze Bóstwo, które tak bardzo kocha człowieka, posuwa się aż do tego, że okrywa się nawet ziemią, aby uczynić ją mocną i trwałą pod jego stopami, by się nie zachwiał. Nawet w ptaku, który śpiewa, na kwitnącej łące, w rozmaitych słodyczach owoców Nasze Bóstwo ukrywa się, aby ofiarować mu Nasze radości i pozwolić mu kosztować niewinnych rozkoszy Naszej Boskiej Istoty.
Cóż mam ci jeszcze powiedzieć o tylu cudach Miłości, przez które pozostajemy ukryci i osłonięci w człowieku? Ukrywamy się w jego oddechu, w biciu serca, w ruchu, w pamięci, w intelekcie i woli. Ukrywamy się w jego źrenicy, w jego słowie i w jego miłości. O, jakże boli Nas to, że nie jesteśmy rozpoznani ani kochani!
Możemy powiedzieć: „Żyjemy w nim. Niesiemy go i pozwalamy, aby on niósł Nas. Bez Nas nie mógłby uczynić niczego. A jednak żyjemy razem, nie znając się wzajemnie!” Jakiż to ból!
Gdyby człowiek Nas poznał, jego życie stałoby się największym cudem Naszej Miłości i Naszej Wszechmocy. Przez te zasłony nie czynilibyśmy nic innego, jak tylko udzielalibyśmy mu Naszej Świętości, Naszej Miłości, okrywali go Naszym Pięknem i pozwalali mu kosztować Naszych Boskich rozkoszy. Ponieważ jednak Nas nie zna, traktuje Nas jak Boga odległego od niego… A jeśli nie jesteśmy rozpoznani, nie możemy dawać. Byłoby to tak, jak gdybyśmy ofiarowywali Nasze dobra niewidomemu. Dlatego człowiek zmuszony jest żyć pod ciężarem swojej nędzy i swoich namiętności. Biedny człowiek, który Nas nie zna! Nie poznaje Nas ani w zasłonach, które ukrywają Nas w nim samym, ani w zasłonach wszystkich rzeczy stworzonych.
Nie czyni nic innego, jak tylko ucieka od Naszego Życia i od celu, dla którego został stworzony.
Niejednokrotnie nie możemy już dłużej znosić jego niewdzięczności. Wówczas dobra, które zawierają Nasze zasłony, przemieniają się dla niego w kary.
Dlatego uznaj w sobie, że nie jesteś niczym innym jak zasłoną, która ukrywa twojego Stwórcę, abyś mogła otrzymywać, a My mogli udzielać ci Naszego Boskiego Życia we wszystkich twoich aktach. Rozpoznawaj Go również w zasłonach wszystkich rzeczy stworzonych, aby wszystkie pomagały ci przyjmować tak wielkie dobro.
(Księga Nieba, 8 grudnia 1938, tom 36; dr.Pflügl)