WYBRANE TEKSTY Z KSIĘGI NIEBA

ŚWIĘTEJ RODZINY JEZUSA, MARYI I JÓZEFA

Święto – C – (Łk 2, 41-52)

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. 42 Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. 43 Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. 44 Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. 45 Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.

46 Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. 47 Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. 48 Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». 49 Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» 50 Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Życie w Nazarecie

51 Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. 52 Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

 “Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.”  (Łk 2, 45)

Gdy wypełniliśmy nasze obowiązki w świątyni i uczciliśmy święto Paschy, przygotowaliśmy się do powrotu do Nazaretu. Wśród zamieszania w tłumie pogubiliśmy się nawzajem. Ja pozostałam z kobietami, a Józef przyłączył się do mężczyzn. Rozejrzałam się wokół, aby się upewnić, czy mój drogi Jezus idzie za Mną. Jednak nie widząc Go, pomyślałam, że pozostał ze swoim ojcem Józefem. Jakie ogarnęło Mnie zdumienie i jaki poczułam niepokój, kiedy doszłam do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać, i nie zobaczyłam Go przy nim! Nieświadomi tego, co się stało, poczuliśmy taki strach i ból, że oboje zaniemówiliśmy. Przytłoczeni bólem, pospiesznie udaliśmy się w powrotną drogę i pytaliśmy z niepokojem wszystkich, których napotykaliśmy: „Och, powiedzcie, czy widzieliście Jezusa, naszego Syna, bo nie możemy bez Niego żyć!” I płacząc, opisywaliśmy Jego wygląd: „Jest bardzo miły. Jego piękne i błękitne oczy błyszczą światłem i przemawiają do serc. Jego przenikliwe spojrzenie zachwyca i przykuwa uwagę. Jego czoło jest majestatyczne, a Jego oblicze piękne, i to urzekającym pięknem. Jego słodki głos dociera do serca i osładza wszelką gorycz. Jego włosy, skręcone w pierścienie, jak czyste złoto dodają Mu uroku i wdzięku… Wszystko jest w Nim majestatyczne, pełne godności i święte. Jest najpiękniejszy spośród dzieci człowieka!”. Ale mimo wszystkich naszych poszukiwań nikt nie potrafił powiedzieć nam niczego. Ból, jaki odczuwałam, zaostrzał się tak bardzo, że gorzko płakałam. Nieustannie otwierał w mojej duszy głębokie rany, co przyprawiało Mnie o prawdziwie śmiertelne boleści. Droga córko, Jezus był moim Synem i był także moim Bogiem. Cały mój ból był więc zgodny z porządkiem Bożym, to znaczy był tak potężny i ogromny, że przewyższał wszystkie inne możliwe męki razem wzięte… Gdyby FIAT, który posiadałam, nie podtrzymywał Mnie stale swoją Bożą mocą, umarłabym z trwogi. Gdy widziałam, że nikt nie potrafi udzielić Nam informacji, z niepokojem zapytałam się aniołów, którzy Mnie otaczali: „Ależ powiedzcie Mi, gdzie jest mój ukochany Jezus. Gdzie mam skierować swoje kroki, aby Go odnaleźć? Ach, powiedzcie Mu, że już dłużej nie mogę wytrzymać. Przynieście Go na skrzydłach w moje ramiona! Och, aniołowie, miejcie litość nad moimi łzami, pomóżcie Mi, przynieście Mi Jezusa!”. W międzyczasie, gdy poszukiwania zakończyły się niepowodzeniem, powróciliśmy do Jerozolimy. Po trzech dniach gorzkich wzdychań, łez, niepokojów i lęków weszliśmy do świątyni. Rozglądałam się i patrzyłam wszędzie, gdy w końcu, przepełniona radością, ujrzałam mojego Syna, znajdującego się pośród doktorów Prawa! Przemawiał tak mądrze i okazale, że zachwycał i zaskakiwał wszystkich, którzy Go słuchali. Kiedy Go ujrzałam, poczułam, jak powraca Mi życie, i natychmiast zrozumiałam ukrytą przyczynę Jego zaginięcia. A teraz jedno słówko do ciebie, moja najdroższa córko. W tej tajemnicy mój Syn chciał udzielić Mi i tobie szlachetnej lekcji. Czy może sądzisz, że zignorował moje cierpienia? Ależ nie, gdyż moje łzy, moje poszukiwania, mój okrutny i ostry ból odbijały się echem w Jego Sercu. A jednak w tych tak bolesnych godzinach poświęcił swojej Bożej Woli własną Mamę, Tę, którą tak bardzo kochał, gdyż chciał Mi pokazać, że Ja też pewnego dnia będę musiała poświęcić Najwyższej Woli Jego własne życie. W tym niewypowiedzianym cierpieniu nie zapomniałam o tobie, moja droga. Wiedząc, że w przyszłości cierpienie to będzie dla ciebie przykładem, zachowałam je do twojej dyspozycji, abyś ty także w odpowiednim momencie miała siłę poświęcić wszystko Woli Bożej. 

Jak tylko Jezus skończył mówić, podeszliśmy do Niego z szacunkiem i daliśmy Mu delikatne upomnienie: „Synu, dlaczego Nam to uczyniłeś?”. A On z boskim dostojeństwem odpowiedział Nam: „Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że przyszedłem na świat, aby wielbić mego Ojca?”. Zrozumieliśmy głębokie znaczenie tej odpowiedzi i wielbiąc w niej Wolę Bożą, powróciliśmy do Nazaretu. Córko mojego matczynego Serca, posłuchaj. Gdy zgubiłam mojego Jezusa, poczułam bardzo silny ból, ale na ten ból nakładał się jeszcze inny – to, że i ty się zgubisz. Przewidując bowiem, że się oddalisz od Woli Bożej, poczułam się pozbawiona jednocześnie Syna i córki. Dlatego moje macierzyństwo otrzymało podwójny cios. Córko moja, kiedy masz zamiar uczynić twoją wolę, a nie Wolę Boga, pomyśl, że porzucając Boży FIAT, tracisz Jezusa i Mnie oraz wpadasz do królestwa niedoli i grzechu. Dotrzymaj więc słowa, które Mi dałaś, że na zawsze pozostaniesz zjednoczona ze Mną, a Ja udzielę ci łaski, że już nigdy więcej nie będziesz zdominowana przez twoją wolę, ale wyłącznie przez Wolę Bożą.  

(Medytacja 5, Dziewica Maryja w Królestwie Woli Bożej)

” A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.” (Łk 2, 51)

… „Moja córko, jesteś podobna do naczynia pełnego wody lub innego płynu. Jeśli włożysz do niego kawałek chleba, to woda się przeleje i zmoczy miejsce, gdzie jest naczynie – albo jeśli wiatr wzburzy wody morza i robi z nich fale, tak jakby chciał, aby wody morza były widoczne dla wszystkich.

Tak samo jest z tobą: kiedy wchodzisz w Akty Mojej Woli i czynisz w Niej okrążenia, to jest to więcej niż chleb zatopiony w naczyniu pełnym wody i więcej niż wiatr co wzdyma światło Mojej Woli, które wznosi się i przelewa z ciebie. Opowiadając ci swoim językiem światła o tym samym świetle, którym jesteś napełniona, chce objawić swoimi falami światła, kim Jest, co może uczynić i co chce uczynić. 

Kiedy wkładasz wiatr swoich aktów w Moją Wolę, jej światło porusza się, tworząc swoje fale światła, aż wyleją się z ciebie, by objawić nie tylko tobie, ale i innym swoje fale światła, czyli swoje prawdy.

Wszystko, co powiedziałem ci o Mojej Woli, zostało również przekazane Królowej Nieba, ponieważ Ona nie czyniła nic innego, jak tylko sprawiła, że Wola ta nieustannie pęczniała, aby czerpać z Niej Jej przejawy (objawienia), aby je poznać, pokochać i móc je posiąść bardziej niż własne życie. Ale te fale nie wypływały z Niej, lecz pozostawały [zamknięte] w Niej, ponieważ nie miała Ona posłannictwa, aby oznajmiać Moją Wolę. Nie było to Jej misją, ale zachowała je w swoim sercu – zarówno te najmniejsze, jak i największe prawdy, jako cenne relikwie i święte poręczenia.

Czekała na ciebie i twoją bardzo szczególną misję, aby i tobie udostępnić swój wiatr, abyś mogła pozwolić wznieść się falom światła Boskiej Woli, a – gdy te następnie wypłyną z ciebie – Królowa Niebios będzie miała swój udział w rozsławianiu Mojej Woli.” 

(z „Księgi Nieba”;tom 22; 29 czerwca 1927)

” Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.” (Łk 2,52)

Gdy kontynuowałam(lot) w moim zwyczajowym stanie, mój zawsze umiłowany Jezus, gdy przyszedł, przemówił do mnie: „Córko moja, za każdym razem, gdy dusza spełnia swoje akty w Mojej Woli, wzrasta coraz bardziej u Mnie w mądrości, w dobroci, w mocy i w piękności, ponieważ w miarę jak powtarza akty w Mojej Woli, tyle otrzymuje strumieni mądrości, dobroci itp. i dusza wzrasta przez ten pokarm, którym się karmi.

Dlatego jest napisane o Mnie w Ewangelii Świętej, że wzrastałem w mądrości u Boga i u ludzi. Ponieważ Bóg nie może ani wzrastać, ani maleć, Mój wzrost nie był niczym innym, jak tylko Moim Człowieczeństwem zwiększającym się w latach, zwiększającym Moje czyny w Najwyższej Woli, a kolejny akt, który wykonałem, oznaczał kolejny wzrost w Mądrości Mojego Ojca Niebieskiego. Ten Mój wzrost był tak realny, że nawet stworzenia go zauważyły. 

Każdy Mój Akt płynął w niezmierzonym morzu Woli Bożej, a kiedy pracowałem, karmiłem się tym niebiańskim pokarmem. Byłoby to zbyt długie, gdybym chciał wyliczyć ci morza mądrości, dobra, piękna i mocy, które Moje Człowieczeństwo wchłaniało w każdym innym Akcie, który wykonywałem.

To jest to, co dzieje się z duszą. 

Córko moja, świętość w Mojej Woli wzrasta z każdą chwilą; nie ma niczego, co byłoby wyłączone ze wzrostu i co nie mogłoby sprawić, że dusza płynie w nieskończonym morzu Mojej Woli. Najbardziej nieistotne rzeczy, sen, jedzenie, praca itd. mogą wejść do Mojej Woli i zająć tam honorowe miejsce jako wykonawcy Mojej Woli.

Jeśli tylko dusza tego chce, wszystkie rzeczy, od najmniejszych do największych, mogą dostarczyć jej możliwości wejścia w Moją Wolę, co nie jest możliwe w przypadku cnót, gdyż często brakuje koniecznej sposobności do praktykowania cnoty.

Jeśli ktoś chce ćwiczyć się w posłuszeństwie, potrzebuje kogoś, kto by mu rozkazywał, a może się zdarzyć, że przez wiele dni i tygodni nie ma nikogo, kto by wydał nowe rozkazy do posłuszeństwa; więc niezależnie od tego, jak wiele dobrej woli jest w posłuszeństwie, biedne posłuszeństwo nadal pozostanie bezczynne; tak samo jest z cierpliwością, pokorą i wszystkimi innymi cnotami: ponieważ są to cnoty tego niskiego świata, potrzebują one innych stworzeń, aby je ćwiczyć.

Natomiast życie w Mojej Woli jest cnotą niebiańską i tylko JA SAM jestem wystarczający, aby ją utrzymywać w stałej aktywności, w każdej chwili: dla Mnie jest rzeczą łatwą utrzymywać ją w aktywności dniem i nocą, utrzymywać ją w ćwiczeniu w Mojej Woli.” 

(z „Księgi Nieba”;tom 13; 14 września 1921)


… „Meine Tochter, du gleichst einem Behälter voller Wasser oder anderer Flüssigkeit. Gibt man ein Stück Brot [oder anderes] hinein, so fließt das Wasser über und benetzt den Ort, wo der Behälter steht – oder wenn der Wind das Wasser des Meeres anschwellen und daraus Wellen entstehen lässt, als wollte er allen die Wasser des Meeres sichtbar machen.

So ist es bei dir: wenn du in die Akte meines Willens eintrittst und Rundgänge in Ihm machst, ist dies mehr als Brot, das im Behälter voller Wasser versenkt wird und mehr als der Wind, der das Licht meines Willens anschwellen lässt, das ansteigt und aus dir überströmt. Indem Er dir mit seiner Sprache aus Licht von eben demselben Licht erzählt, von dem du erfüllt bist, will Er mit seinen Wellen aus Licht zu erkennen geben, Wer Er ist, was Er tun kann und was Er tun will.

Wenn du den Wind deiner Akte in meinen Willen legst, so bewegt sich sein Licht, bildet seine Wellen aus Licht, bis sie aus dir überströmen, um nicht nur dir, sondern auch den anderen seine Wellen aus Licht, d.h. seine Wahrheiten, kundzutun.

Alles, was Ich dir über meinen Willen gesagt habe, wurde auch der Himmelskönigin mitgeteilt, denn Sie tat nichts anderes, als Ihn beständig anschwellen zu lassen, um [daraus] seine Manifestationen (Offenbarungen) zu schöpfen, sie kennenzulernen, zu lieben und sie mehr als das eigene Leben besitzen zu können.

Doch flossen diese Wellen nicht aus Ihr über, sondern blieben in Ihr [eingeschlossen], da Sie nicht den Auftrag hatte, meinen Willen bekannt zu machen. Dies war nicht ihre Mission, sondern Sie bewahrte sie in ihrem Herzen – die kleinsten, wie auch die größten Wahrheiten, als kostbare Reliquien und heilige Pfänder.

Sie wartete auf dich und deine ganz besondere Sendung, um dir auch ihren Wind zur Verfügung zu stellen, damit du die Wellen des Lichtes des Göttlichen Willens ansteigen lassen könnest, und – wenn diese dann aus dir überfließen – die Himmelskönigin ihren Anteil bei der Bekanntmachung meines Willens habe.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 22; 29. Juni 1927)

„Jesus aber wuchs heran, und seine Weisheit nahm zu, und er fand Gefallen bei Gott und den Menschen“ (Lk 2, 52)

Als ich in meinem gewohnten Zustand fortfuhr, sprach mein stets liebenswürdiger Jesus, als Er kam, zu mir: „Meine Tochter, jedes Mal, wenn die Seele ihre Akte in meinem Willen verrichtet, wächst sie immer mehr vor Mir an Weisheit, an Güte, Macht und Schönheit, denn, in dem Maß, wie sie die Akte in meinem Willen wiederholt, so viele Einströmungen an Weisheit, Güte usw. empfängt sie, und die Seele wächst durch jene Speise, mit der sie sich nährt.

Daher steht von Mir im Heiligen Evangelium geschrieben, dass Ich zunahm an Weisheit vor Gott und vor den Menschen. Da Gott nicht zunehmen noch abnehmen konnte, so war mein Wachsen nichts anderes als meine Menschheit, die an Jahren heranwachsend, meine Akte im Höchsten Willen vermehrte, und ein weiterer Akt, den Ich verrichtete, bedeutete eine weitere Zunahme in der Weisheit meines Himmlischen Vaters.

Dieses mein Wachstum war so real, dass auch die Geschöpfe es bemerkten. Jeder meiner Akte floss im unermesslichen Meer des Göttlichen Willens, und wenn Ich arbeitete, nährte Ich Mich mit dieser himmlischen Speise. Es wäre zu lang, wollte Ich dir die Meere der Weisheit, der Güte, der Schönheit und der Macht aufzählen, die meine Menschheit in jedem weiteren Akt, den Ich verrichtete, in sich aufnahm.

So geschieht es mit der Seele. Meine Tochter, die Heiligkeit in meinem Willen nimmt jeden Augenblick zu; es gibt nichts, das vom Wachstum ausgenommen ist, und das die Seele nicht im unendlichen Meer meines Willens fließen lassen könnte. Die unbedeutendsten Dinge, der Schlaf, die Speise, die Arbeit usw. können in meinen Willen eintreten und dort ihren Ehrenplatz als Vollzieher meines Willens einnehmen.

Wenn die Seele es nur will, können alle, von den kleinsten bis zu den größten Dingen, Gelegenheiten bieten, in meinen Willen einzutreten, was bei den Tugenden nicht der Fall ist, denn oft fehlt es an der nötigen Gelegenheit, die Tugend zu üben.

Wenn man den Gehorsam üben will, braucht es jemanden, der befiehlt, und es kann vorkommen, dass tage- und wochenlang jemand fehlt, der neue Befehle gibt, denen man gehorchen kann; wie viel guter Wille also auch da ist, zu gehorchen, wird der arme Gehorsam doch untätig bleiben; so ist es mit der Geduld, der Demut und allen anderen Tugenden: da sie Tugenden dieser niedrigen Welt sind, braucht es die anderen Geschöpfe dazu, um sie auszuüben.

Das Leben in meinem Willen ist hingegen himmlische Tugend, und Ich allein genüge, sie in jedem Augenblick in ständiger Betätigung zu halten: für Mich ist es leicht, sie Tag und Nach aktiv sein zu lassen, um sie in meinem Willen in Übung zu halten.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 13; 14. September 1921)

————————

… „Tochter meines Willens, wie wohlgefällig ist Mir die Seele, die in meinen Willen eintritt, um in Ihm alle meine Werke zu finden! Sie fliegt von einem geschaffenen Ding zum anderen und stellt mit ihrer kleinen Fassungskraft ihre Berechnungen an, um herauszufinden, welche Dosis an Liebe, Güte, Macht, Schönheit und anderem Ich in jedes geschaffene Ding gelegt habe.

Da einer Seele, die in meinem Willen ist, all das Meinige auch ihr gehört, umfängt sie alle Dinge und bringt sie in meinen Schoß zurück und umgibt Mich mit ihnen, als Vergeltung ihrer Liebe. Und Ich fühle, wie die Liebe zu Uns zurückkehrt, die Wir bei der Erschaffung der ganzen Schöpfung in Erscheinung treten ließen, die Güte, Macht und Schönheit, mit denen Wir die ganze Schöpfung übersäten.

In unserer Emphase der Liebe sagen Wir: ‘Die Tochter unseres Willens bringt Uns unsere Werke, unsere Liebe, Güte und anderes zurück; sie bringt sie Uns zurück und belässt sie zugleich auf ihrem Platz. Unsere Freude und unser Glück werden erneuert, als würden Wir abermals die Schöpfung hervorbringen.’

Nun, du sollst wissen, als Wir das ganze Universum und die Mannigfaltigkeit so vieler Dinge schufen, da setzten Wir einen determinierten (bestimmten, festgelegten) Akt, ein Genug für alle Dinge, dergestalt, dass sie die bei der Erschaffung gesteckten Grenzen nicht übertreten sollten.

Obwohl es ein determinierter Akt war und die Dinge nicht darüber hinausgehen können, so war es doch ein vollständiger Akt, sodass die Menschen weder das ganze Gute nehmen können, noch die Fassungskraft haben, das ganze, in jedem geschaffenen Ding enthaltene Gut zu empfangen.

Dies ist wahr, denn wer kann sagen: ‘Ich kann das ganze Licht der Sonne nehmen’, oder ‘Der Himmel reicht nicht aus über meinem Haupt’, oder ‘Alle Wasser zusammen genügen nicht, um meinen Durst zu löschen’, oder ‘Ich habe nicht genügend Erde unter meinen Füßen‘ und so vieles andere? Dies deshalb, weil die Liebe unserer Gottheit, wenn Sie einen Akt vollbringt oder Dinge erschafft, so groß und der Überfluss, den Wir besitzen, so reichlich ist, dass Wir Uns an Pracht, Aufwand und Glanz hervortun.

Nicht ein Werk von Uns kann arm genannt werden, alle sind prunkvoll, manche stellen ihr Licht zur Schau, andere die Schönheit, wieder andere die Farbenvielfalt usw. Sie scheinen stillschweigend zu sagen: ‘Unser Schöpfer ist unermesslich reich, schön, mächtig, weise, und deshalb stellen wir als Werke, die seiner würdig sind, in der uns von Gott gegebenen Aufgabe alle unsere Pracht zur Schau.’

Nun, meine Tochter, ganz anders war es bei der Erschaffung des Menschen: in ihn legten Wir keinen determinierten, sondern einen stets anwachsenden Akt. Unsere Liebe wollte kein ‘Genug’ zum Menschen sagen, denn dies hätte unsere Liebe gleichsam gebremst und unser Feuer gehemmt.

Nein, nein, unser ‘Genug’ sprachen Wir bei der Erschaffung des Menschen nicht aus, Wir setzten ihm keine Grenzen, sondern teilten ihm einen stets anwachsenden Akt mit und ließen ihn dadurch gleichsam selbst wählen, welche Höhen er erreichen wollte.

Wir stellten ihm unseren stets zunehmenden Akt zur Verfügung, sodass unsere Liebesbekundung grenzenlos werde und die Erhabenheit unserer Gnade, Heiligkeit, Schönheit und Güte offenbaren möge und noch viel mehr, wieviel es dem Menschen gefiel. Wir verknüpften unseren stets anwachsenden Akt mit seinem freien Willen, sodass ihn nichts daran hindern sollte, seine Akte mit so viel Erhabenheit und Pracht zu verrichten, wie er es wünschte.

Und damit dieser unser stets zunehmender Akt im Menschen alle möglichen und vorstellbaren Hilfen erhalte, stellten Wir Ihm auch unseren Göttlichen Willen zur Verfügung. Dieser unser Wille sollte dem Menschen den ganzen Aufwand, den er wünschte, und den Überfluss der Güter seines Schöpfers auf seine Kosten aufrecht halten.

Unsere Liebe brachte es nicht übers Herz, dem Menschen – unserem Sohn – zu sagen: ‘Genug – [nur] bis hierher kannst du gelangen’; nein, nein, es wäre, als wollte ein Vater zu seinem Sohn sagen: ‘Bis zu dem und dem Tag kannst du an meinem Tisch essen, und dann reicht es’, das wäre keine väterliche Liebe, sondern eine beherrschende Liebe.

Dass der Sohn der Dauer seines Unterhaltes vom Vater eine Grenze setzt, das kann sein, aber dass der Vater zu ihm sagt: ‘Du wirst hungrig bleiben’, das wird er nie tun. So ist unsere Güte: Wir werden nie ‘Genug’ zum Geschöpf sagen. Unser wachsender Akt wird ihm als ständige Nahrung dienen, um stets zu wachsen und sich zu erhalten.

Will der Mensch aber aus Undank von unserem stets anwachsenden Akt keinen Gebrauch machen – dieser großen, ihm vom Schöpfer geschenkten Gabe – dann wird Uns der Schmerz zuteil, dass Wir unseren teuren Sohn ausgehungert und arm sehen müssen.

Unser Akt wird gehemmt und leblos, und unsere Glut der Liebe wird sich in ein Feuer des Kummers verwandeln. Wenn du daher wünschst, dass unser anwachsender Akt in dir lebendig sei, dann verlasse nie unseren Göttlichen Willen, der dich voller Eifersucht stets und immer wachsen lassen wird.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 29; 2. Juli 1931)