Środa XXXIII tydzień Okresu Zwykłego (Łk 19,11-28)
11 Gdy słuchali tych rzeczy, dodał jeszcze przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. 12 Mówił więc: «Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. 13 Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Zarabiajcie nimi, aż wrócę”. 14 Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”3. 15 Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. 16 Stawił się więc pierwszy i rzekł: „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min”. 17 Odpowiedział mu: „Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami!” 18 Także drugi przyszedł i rzekł: „Panie, twoja mina przyniosła pięć min”. 19 Temu też powiedział: „I ty miej władzę nad pięciu miastami!” 20 Następny przyszedł i rzekł: „Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. 21 Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał”. 22 Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo! Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. 23 Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”. 24 Do obecnych zaś rzekł: „Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min”. 25 Odpowiedzieli mu: „Panie, ma już dziesięć min”. 26 „Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 27 Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”».
28 Po tych słowach ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy.
Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Zarabiajcie nimi, aż wrócę”. (Łk 19,13)
Trwałam w moim zwyczajowym stanie, jednocząc się z Naszym Panem, jednocząc Jego myśli, bicie Jego Serca, Jego Oddech i wszystkie Jego ruchy z moimi w jedno, a potem podjęłam jeszcze intencję, aby pójść do wszystkich ludzi i każdemu z nich to wszystko przekazać; i będąc zjednoczona z Jezusem na Górze Oliwnej, dałam jeszcze wszystkim i każdemu z osobna, a także duszom czyśćcowym, Jego krople krwi, Jego modlitwy i cierpienia oraz wszelkie dobro, które uczynił, aby wszystkie oddechy, ruchy i uderzenia serca stworzeń zostały przywrócone, oczyszczone i przebóstwione; i dałam im źródło wszystkich skarbów, a mianowicie Jego cierpienia, jako ich lekarstwo na wszystko.
Gdy to robiłam, Jezus przemówił we mnie: „Córko moja, tymi swoimi intencjami stale Mnie ranisz, a ponieważ czynisz je tak często, strzały [miłości] szybko następują jedna po drugiej i zawsze jestem raniony na nowo.”
I zapytałam: „Jak to możliwe, że jesteś zraniony, a [mimo to] ukrywasz się i każesz mi tak cierpieć, czekając na Twoje przyjście? Czy to są te rany – czy to jest ta miłość, którą masz dla mnie?”.
Na co On odpowiedział: „Raczej jeszcze nic nie powiedziałem, w porównaniu z tym wszystkim, co powinienem ci powiedzieć, a sama dusza, pielgrzymując jeszcze na ziemi, nie może pojąć wszystkich skarbów i miłości między stworzeniem a Stwórcą, a mianowicie, że jej praca, jej słowa, jej cierpienie – wszystko to jest w Moim Życiu i tylko postępując w ten sposób, ona może czynić wszystkim dobro.
Mówię ci tylko, że każda twoja myśl, uderzenie serca i ruch, każda kończyna i każda cierpiąca kość w tobie – są jak tyle świateł, które wychodzą od ciebie, dotykają Mnie, a Ja je rozdzielam dla dobra wszystkich i zwracam ci w zamian trzy razy tyle innych świateł łaski, a w Niebie [odpowiadające im] światła chwały.
Wystarczy, że ci powiem, iż ten intymny związek jest tak silny, że Stwórca jest jak organy, a stworzenie – dźwiękiem, Stwórca – słońcem, stworzenie – promieniami, Stwórca – kwiatem, stworzenie – zapachem. Czy jedno może istnieć bez drugiego? Na pewno nie.
Czy sądzisz, że nie biorę pod uwagę twoich wewnętrznych działań i cierpień?
Jakże mógłbym o nich zapomnieć, skoro wychodzą ze Mnie i tworzą ze Mną jedność? Jako uzupełnienie dodam, że za każdym razem, gdy myślisz o Moich cierpieniach, to tak jakbyś zabierała ten skarb, który rzeczywiście jest gotowy dla wszystkich, do banku, aby go pomnożyć i podzielić dla dobra wszystkich.”
(z „Księgi Nieba”; Do użytku prywatnego – tom 8; 21 listopada 1907)
………………….
7 lipca 1917, Tom 12
Wszystkie dzieła dokonane w życiu przez tego, kto żyje w Woli Bożej, są obecne i nadal trwają.
Wtapiałam się w mojego słodkiego Jezusa, ale czułam się tak nędzna, że nie wiedziałam, co mogę Mu ofiarować. Aby mnie pocieszyć, mój zawsze ukochany Jezus powiedział do mnie: Córko moja, dla tego, kto żyje w Mojej Woli, nie ma przeszłości ani przyszłości, ale wszystko jest w teraźniejszości i wszystko nadal trwa. A ponieważ wszystko, co uczyniłem i wycierpiałem, jest w stanie obecnym i nadal trwa – tak iż jeśli chcę dać zadośćuczynienie Ojcu lub uczynić dobro stworzeniom, mogę to uczynić tak, jak gdybym teraz cierpiał i działał − więc to, co stworzenie może wycierpieć lub uczynić w Mojej Woli, utożsamia się z Moimi cierpieniami i Moimi Dziełami, i zespala się z Nimi w jedno. Kiedy dusza chce swoimi boleściami dać Mi świadectwo miłości, może wziąć boleści, które znosiła innym razem i które nadal trwają, i dać Mi je, aby powtórzyć swoją miłość i zadośćuczynienie dla Mnie. Ja zaś, widząc pracowitość stworzenia, które umieszcza swoje akty jakby w banku, aby je pomnożyć i pobrać odsetki, i tym samym dać Mi miłość i zadośćuczynienie, daję jej Moje cierpienia i Moje pomnożone dzieła.
To po to, by ją jeszcze bardziej ubogacić i nie pozwolić, by Mnie prześcignęła w miłości, by dać jej miłość i sprawić, by Mnie ponownie kochała”.
……………….
Lekcja 13 “Dziewica Maryja w Królestwie Woli Bożej”
Córko moja, odwagi, nie lękaj się. Twoja Mama jest cała dla ciebie. Dziś czekam na ciebie, niech mój heroizm i mój triumf w ofierze natchnie cię siłą i odwagą, abym mógł zobaczyć, jak moja córka triumfuje w swoich cierpieniach i znosi je z heroizmem i miłością, aby wypełnić wolę Bożą.
Córko moja, posłuchaj Mnie. Skończyłam zaledwie trzy lata, gdy moi rodzice powiadomili Mnie, że chcieli poświęcić Mnie Panu w świątyni. Moje Serce napełniło się radością, gdy się dowiedziałam, że pragnęli Mnie poświęcić, abym mogła spędzić swoje lata w domu Boga. Ale ponad radością był ból, rozłąka z najdroższymi osobami, które człowiek posiada na ziemi – z moimi drogimi rodzicami. Byłam maleńka i potrzebowałam ich rodzicielskiej opieki. Pozbawiałam się obecności dwóch wielkich świętych. Gdy się zbliżał dzień ich rozłąki ze Mną, z tą, która przepełniała ich życie radością i szczęściem, widziałam, że odczuwali taką gorycz, że niemal umierali. Ale gdy cierpieli, gotowi byli dokonać heroicznego czynu odprowadzenia Mnie do Pana. Moi rodzice miłowali Mnie według porządku Bożego i traktowali Mnie jako wspaniały dar przekazany im od Pana, i to dało im siłę do poniesienia bolesnej ofiary. Dlatego, moja córko, jeśli chcesz posiadać niezwyciężoną siłę do zniesienia najcięższych boleści, spraw, aby wszystko w twoim życiu było według porządku Bożego, i traktuj wszystko jako cenny dar otrzymany od Pana. Musisz wiedzieć, że z odwagą przygotowywałam się do mojej podróży do świątyni, ponieważ gdy oddałam Istocie Bożej moją wolę, a Najwyższy FIAT przejął na własność całą moją osobę, nabyłam wszystkie cnoty w swojej naturze. Panowałam nad samą sobą, a wszystkie cnoty były we Mnie jak wiele szlachetnych księżniczek i w zależności od okoliczności mojego życia same się pojawiały, aby bez żadnego oporu pełnić swój urząd. Na próżno by Mnie nazywano Królową, gdybym nie miała cnoty bycia Królową wobec samej siebie! Posiadałam więc doskonałą miłość, niezłomną cierpliwość, czarującą słodycz, głęboką pokorę i cały bagaż innych cnót. Wola Boża uczyniła maleńką ziemię mojego człowieczeństwa szczęśliwą, zawsze usłaną kwiatami i bez cierni złych nawyków. Spójrz zatem, moja córko, co to znaczy żyć Wolą Bożą. Jej światło, Jej świętość i moc przemieniają wszystkie cnoty w naturę. Nie, Ona nie zniża się, aby panować w duszy o buntowniczej naturze. Ona jest święta i tam, gdzie ma panować, potrzebuje natury uporządkowanej i świętej. Tak więc ofiarą pójścia do świątyni dokonywałam podbojów. I nad tą ofiarą kształtował się we Mnie triumf Woli Bożej. Triumf ten przynosił Mi nowe morza łask, świętości i światła, tak iż czułam się szczęśliwa w swoich boleściach i mogłam odnosić kolejne triumfy. Córko moja, połóż rękę na swoim sercu i powiedz swojej Mamie, czy czujesz, jak twoja natura przemienia się w cnoty. Czy czujesz ciernie niecierpliwości, chwasty niepokoju i złe nastroje uczuć, które nie są święte? Posłuchaj, pozwól działać Twojej Mamie. Złóż swoją wolę w moje ręce z postanowieniem, aby nie pragnąć jej już nigdy więcej, a Ja sprawię, że staniesz się własnością Woli Bożej, która wszystko z ciebie usunie, a to czego nie dokonałaś przez tak wiele lat, dokonasz w ciągu jednego dnia. I będzie to początek prawdziwego życia, szczęścia i prawdziwej świętości.
“Każdemu, kto ma, będzie dodane.” (Łk 19,26)
Podążałam za Wolą Bożą w jej Aktach, a mój ukochany Jezus śledził mnie swoim spojrzeniem, aby obserwować, czy odwiedziłam wszystkie Jego Dzieła, mówiąc do mnie:
„Moja córko, obserwuję, czy odwiedzasz wszystkie Moje terytoria. Musisz wiedzieć, że Stworzenie jest Moim terytorium, Odkupienie obejmuje terytoria dodane.
Tak, Moje Dzieciństwo, Moje łzy i kwilenia, jako niemowlę, Moje modlitwy, Moje Dzieła, Moje kroki, Moje Życie ukryte i publiczne, to tyle pomieszczeń Moich, które zbudowałem na Moich terytoriach.
Nie ma niczego, co uczyniłem i żadnego cierpienia, którego bym nie użył, aby rozszerzyć granice Boskich Terytoriów, aby następnie podarować je stworzeniom.
Teraz codziennie patrzę, czy chociaż mała córeczka Mojej Woli odwiedza wszystkie Moje terytoria i wchodzi do każdego z Moich pokoi. Kiedy widzę, że zaczynasz swoją wędrówkę, aby odwiedzić słońce, gwiazdy, niebo, morze i wszystkie stworzone rzeczy, czuję, że Moje terytoria, które stworzyłem z tak wielką miłością i oddałem stworzeniom, nie są opuszczone.
Jest przynajmniej jedna, która je odwiedza, a jeśli odwiedza, to znaczy, że je kocha i przyjęła Dar.
Czekam więc z utęsknieniem, abyś nadal odwiedzała Betlejem, gdzie się urodziłem, abyś szukała Moich łez, Moich cierpień, Moich kroków, Moich dzieł, cudów, które uczyniłem, sakramentów, które ustanowiłem, Mojej Męki, Mojego Krzyża, jednym słowem wszystkiego
Zwracam Ci uwagę, gdy coś Ci umyka, abyś złożyła swoją małą wizytę, nawet jeśli jest ona tylko, jakby mimochodem. O, jakże się cieszę, że moje pokoje są wszystkie odwiedzane!
Moja córko, jaki to ból dawać i nie być za to uznanym, chcieć dawać i nie ma nikogo, kto by przyjął dobro, które chce się dać! Wiesz, co robię?
Kiedy widzę, że robisz obchód zupełnie sama, aby odwiedzić wszystkie Moje terytoria i pokoje, daję ci wszystkie dobra, które w nich istnieją, tak, że to, co powinienem dać innym, skupiam w tobie. W ten sposób Ja daję ci wszystko i ty dajesz Mi wszystko.
Aby bowiem móc dać wszystko duszy, muszę wszystko w niej znaleźć, a ona, aby mogła wszystko Mi dać, musi wszystko posiadać. Ten, kto ma wszystko, ma moc rozumienia, aby Mi wszystko dać i wszystko otrzymać”…
(z „Księgi Nieba”; tom 22; 9 sierpnia 1927)
22.11.23
Mittwoch der 33. Woche im Jahreskreis (Lk 19,11-28)
„Er rief zehn seiner Diener zu sich, verteilte unter sie Geld im Wert von zehn Minen und sagte: Macht Geschäfte damit, bis ich wiederkomme“ (Lk 19,13)
Ich war weiterhin in meinem gewohnten Zustand und vereinte mich mit Unserem Herrn, indem ich seine Gedanken, seinen Herzschlag, seine Atemzüge und all seine Bewegungen mit den meinen zu einem einzigen vereinigte, und dann machte ich noch die Meinung, zu allen Menschen zu gehen und jedem einzelnen all dies zu schenken; und da ich mit Jesus am Ölberg vereint war, schenkte ich noch allen und jedem einzelnen und auch den Seelen im Fegefeuer, seine Blutstropfen, seine Gebete und Leiden, und alles Gute, das Er tat, damit alle Atemzüge, Bewegungen und Herzschläge der Geschöpfe wiederhergestellt, geläutert und vergöttlicht würden; und ich gab ihnen die Quelle aller Schätze, nämlich seine Leiden, als ihre Heilmittel für alles.
Während ich das tat, sprach Jesus in meinem Inneren: „Meine Tochter, mit diesen deinen Absichten verwundest du Mich ständig, und da du sie so oft machst, folgen die [Liebes]Pfeile schnell aufeinander, und Ich werde stets auf neue verwundet.“
Und ich fragte: „Wie ist es möglich, dass Du verwundet bist und Dich [dennoch] verbirgst und mich durch das Warten auf dein Kommen so leiden lässt? Sind dies die Wunden – ist das die Liebe, die Du zu mir hast?“
Darauf Er: „Vielmehr habe Ich noch gar nichts gesagt, gemessen an all dem, was Ich dir sagen sollte, und die Seele selbst kann, während sie noch auf Erden pilgert, nicht alle Schätze und die Liebe zwischen dem Geschöpf und dem Schöpfer begreifen, dass nämlich ihr Wirken, ihre Worte, ihr Leiden – dies alles in meinem Leben ist, und sie nur, wenn sie auf diese Weise handelt, allen Gutes tun kann.
Ich sage dir nur, dass jeder deiner Gedanken, Herzschläge und Bewegungen, jedes Glied und jedes leidende Gebein an dir – wie so viele Lichter sind, die von dir ausgehen, mich berühren und Ich sie zum Wohl aller auflöse, und Ich dir dafür dreimal so viele andere Lichter der Gnade zurücksende, und im Himmel die [entsprechenden] Glorienlichter.
Es genügt, wenn Ich dir sage, dass diese innige Verbindung so stark ist, dass der Schöpfer die Orgel ist, das Geschöpf der Klang, der Schöpfer die Sonne, das Geschöpf die Strahlen, der Schöpfer die Blume, das Geschöpf der Duft.
Kann etwa das eine ohne das andere sein? Sicher nicht. Glaubst du, dass Ich deine inneren Aktivitäten und Leiden nicht berücksichtige? Wie könnte ich sie vergessen, wenn sie von Mir selbst ausgehen und eine Einheit mit Mir bilden?
Als Ergänzung füge Ich noch an, dass jedes Mal wenn man an meine Leiden denkt, es so ist, als würde man diesen Schatz, der ja für alle bereitliegt, auf die Bank bringen, um ihn zu vermehren und zum Wohl aller zu verteilen.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 8; 21. November 1907)
————-
Ich wollte mich mit meinem süßen Jesus vereinigen, aber ich sah mich selbst so erbärmlich, dass ich nicht wusste, was ich Ihm geben sollte, und mein stets liebenswürdiger Jesus sagte zu mir, um mich zu trösten:
„Meine Tochter, für den, der in meinem Willen lebt, gibt es keine Vergangenheit und Zukunft, sondern alles ist im gegenwärtigen Akt; und so ist auch alles, was Ich tat und litt, immer gegenwärtig wie ein andauernder Akt; wenn Ich also meinem Vater Genugtuung leisten oder den Geschöpfen Wohltaten erweisen will, kann Ich dies tun, wie wenn Ich gerade im Akt des Leidens oder Handelns wäre.
So verbindet sich das, was das Geschöpf in meinem Willen leiden oder tun kann, mit meinen Leiden und meinen Werken und wird zu einem einzigen; und wenn die Seele Mir einen Beweis der Liebe mit ihren Leiden geben will, so kann sie die Leiden nehmen, die sie ein anderes Mal gelitten hat, und die ein andauernder Akt sind, und sie Mir geben, um ihre Liebe und ihre Genugtuung Mir gegenüber zu wiederholen.
Wenn Ich den Eifer der Seele sehe, die ihre Akte gleichsam auf die Bank legt, um sie zu vervielfältigen und die Zinsen einzuheben, um Mir Liebe und Genugtuung zu verschaffen, so gebe Ich ihr meine Leiden und meine vervielfältigten Werke.
Dies, um sie noch mehr zu bereichern und um Mich nicht an Liebe übertreffen zu lassen, um ihr Liebe zu schenken und Mich wiederlieben zu lassen.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 12; 7. Juli 1917)
————-
… „Mut, meine Tochter, fürchte dich nicht; deine Mama ist ganz für dich da; heute erwartete ich dich, mein Heroismus und mein Triumph im Opfer mögen dir Kraft und Mut einflößen, damit ich meine Tochter in ihren Leiden triumphieren und sie mit Heldenmut und Liebe ertragen sehe, um den Willen Gottes zu erfüllen. Höre mir zu, meine Tochter, ich war kaum drei Jahre alt, als mir meine Eltern sagten, dass sie mich im Tempel dem Herrn weihen wollten.
Mein Herz war erfreut zu wissen, dass ich geweiht wurde und dass ich viele Jahre im Hause des Herrn verbringen sollte; aber verbunden mit meiner Freude fühlte ich einen Schmerz, eine Entbehrung des Teuersten, was man auf Erden haben kann, und zwar meiner lieben Eltern.
Ich war noch so klein, hatte die elterliche zärtliche Fürsorge nötig, und beraubte mich der Gegenwart zweier großer Heiliger. Ich sah den Tag herannahen, an dem sie sich von mir, die ich ihr Leben mit Freuden und Glück voll ausfüllte, trennen sollten.
Sie fühlten sich zu Tode betrübt; aber in ihrem Leid waren sie dennoch bereit, den heroischen Akt zu vollbringen, mich zum Herrn zu führen.
Meine Eltern lieben mich in der Ordnung Gottes und betrachteten mich als großes Geschenk, das ihnen vom Herrn verliehen worden war; das gab ihnen die Kraft, das schmerzhafte Opfer zu bringen.
Meine Tochter, wenn auch du eine unbezwingbare Kraft haben willst, um die härtesten Leiden zu erdulden, sieh zu, dass alle deine Angelegenheiten in der Ordnung Gottes seien, und schätze sie als kostbare Gaben vom Herrn, die dir von der väterlichen Hand Gottes gesandt werden.
Wisse, dass ich mich mit Mut auf meinen Gang zum Tempel vorbereitete, denn als ich meinen Willen dem Allerhöchsten übergab, und das Höchste FIAT Besitz von meinem ganzen Sein ergriff, erlangte ich von Natur aus alle Tugenden; ich war Herrin über mich selbst; alle Tugenden waren in mir wie viele edle Prinzessinnen, und je nach den Umständen meines Lebens boten sie ohne jeglichen Widerstand ihre Dienste an.
Vergebens hätten sie mich Königin genannt, wenn ich nicht die Tugend gehabt hätte, Königin über mich selbst zu sein. Ich besaß in meiner Herrschaft die vollkommene Barmherzigkeit, die unbesiegte Geduld, die bezaubernde Milde, die tiefe Demut und die vollständige Ausrüstung der anderen Tugenden.
Der Göttliche Wille beglückte die kleine Erde meiner Menschheit, die immer in Blüte stand, ohne Dornen der Laster. Siehst du also, meine Tochter, was es bedeutet, im Göttlichen Willen zu leben?
Sein Licht, seine Heiligkeit und Macht verwandeln in der menschlichen Natur alle Tugenden; er erniedrigt sich nicht, in einer Seele mit aufrührerischer Natur zu herrschen. Er ist Heiligkeit und will, um zu regieren, eine geordnete und heilige Natur.
Das Opfer meines Tempelgangs war für mich eine Eroberung, über diesem Opfer bildete sich in mir der Triumph eines Göttlichen Willens; und dieser Triumph erzeugte in mir neue Meere von Gnade, Heiligkeit und Licht, die mich in meinen Leiden glücklich machten, um neue Triumphe zu erlangen.
Meine Tochter, lege deine Hand auf dein Herz und sag deiner Mama, ob du deine Natur in Tugenden umgewandelt spürst oder ob du die Dornen der Ungeduld, das Unkraut der Gemütserregungen, die schlechten Launen der unheiligen Gefühle wahrnimmst?
Höre, lass deine Mutter machen, lege deinen Willen in meine Hände, entschlossen, ihn nicht mehr zu wollen, und ich werde dich vom Göttlichen Willen besitzen lassen, der alles aus dir verbannen wird; das, was du in vielen Jahren nicht gemacht hast, wirst du an einem Tag machen, der der Beginn des wahren Lebens, des Glücks und der Heiligkeit sein wird.“ (aus „Die Jungfrau Maria im Reich des Göttlichen Willens“ nach den Schriften der Dienerin Gottes Luisa Piccarreta: 13. Tag)
„Wer hat, dem wird gegeben werden“ (Lk 19, 26)
Ich folgte dem Göttlichen Willen in seinen Akten, und mein geliebter Jesus folgte mir mit seinem Blick, um zu beobachten, ob ich alle seine Werke besuchte, und sagte zu mir:
„Meine Tochter, Ich schaue gerade, ob du alle meine Hoheitsgebiete aufsuchst. Du musst wissen, dass die Schöpfung mein Territorium ist, die Erlösung beinhaltet hinzugefügte Territorien.
Ja, meine Kindheit, meine Tränen und Wimmern als Kleinkind, meine Gebete, meine Werke, meine Schritte, mein verborgenes und öffentliches Leben sind ebenso viele Räume von Mir, die Ich in meinen Territorien errichtete.
Es gibt nichts, was Ich tat, und kein Leid, das Ich litt, das Ich nicht dazu benutzte, um die Grenzen der göttlichen Hoheitsgebiete auszudehnen und sie dann den Geschöpfen zu schenken.
Nun beobachte Ich jeden Tag, ob wenigstens die kleine Tochter meines Willens alle meine Gebiete aufsucht und in jedes meiner Zimmer eintritt.
Wenn Ich dich deinen Rundgang beginnen sehe, um die Sonne zu besuchen, die Sterne, den Himmel, das Meer und alle geschaffenen Dinge, fühle Ich, dass meine Territorien, die Ich mit so viel Liebe gemacht und den Geschöpfen gegeben habe, nicht verlassen sind.
Es gibt wenigstens einen, der sie besucht, und wenn er sie besucht, bedeutet es, dass er sie liebt und das Geschenk angenommen hat.
So warte Ich mit Sehnsucht darauf, dass du deine Besuche in Betlehem fortsetzt, wo Ich geboren wurde, dass du meine Tränen aufsuchst, meine Leiden, meine Schritte, meine Werke, die Wunder, die Ich tat, die Sakramente, die Ich einsetzte, meine Passion, mein Kreuz, mit einem Wort, alles.
Ich mache dich aufmerksam, wenn dir etwas entgeht, damit du deinen kleinen Besuch machst, und sei es nur wie im Vorübergehen. O, wie bin Ich glücklich, dass meine Zimmer alle besucht werden!
Meine Tochter, welch ein Schmerz ist es, zu geben und dafür nicht anerkannt zu werden, geben zu wollen, und niemand ist da, der das Gute nimmt, das man schenken möchte! Weißt du, was Ich tue?
Wenn Ich dich ganz allein Runden machen sehe, um alle meine Gebiete und Zimmer zu besuchen, gebe Ich dir alle Güter, die es in ihnen gibt, sodass Ich das, was Ich den anderen geben sollte, in dir konzentriere. So gebe Ich dir alles, und du gibst Mir alles.
Denn um der Seele alles geben zu können, muss Ich alles in ihr finden, und sie muss, um Mir alles geben zu können, alles besitzen. Wer alles hat, hat die Fassungskraft, Mir alles zu geben und alles zu empfangen.” (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 22; 9. August 1927)