WYBRANE TEKSTY Z KSIĘGI NIEBA

Środa XXXI tydzień Okresu ZwykŁego (Łk 14,25-33)

25 A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich: 26 «Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. 27 Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

28 Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? 29 Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: 30 „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.

31 Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? 32 Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

33 Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. (Łk 14,26)

Po tym, jak bardzo się natrudziłam, Najdostojniejszy Jezus pozwolił siebie we mnie zobaczyć i powiedział: „Pójdziemy i zobaczymy, czy stworzenia Mnie miłują?”.

A ja: „Z pewnością będą Cię kochać, bo Ty jesteś najbardziej godną miłości Istotą; któż byłby tak zuchwały, by Ciebie nie kochać?”.

A On: ” Pójdźmy, a zobaczymy, co oni czynią”.

Wyruszyliśmy więc, a kiedy dotarliśmy do miejsca, gdzie było wielu ludzi, On wysunął Swoją Głowę z mojego wnętrza i wypowiedział te słowa, które wypowiedział Piłat, kiedy pokazał Go ludziom: „Ecce Homo”.

Zrozumiałam, że te słowa oznaczają, iż zapytano ich, czy chcą, aby Pan był ich Królem i aby On panował w ich sercach, umysłach i dziełach. A oni odpowiedzieli: „Zabierzcie Go, nie chcemy Go; raczej ukrzyżujcie Go, aby wszelka pamięć o Nim została zniszczona”. O, jakże często powtarzały się te sceny! 

Potem rozległy się szemrania i zamieszanie. Niektórzy mówili: „Nie chcę Go, jako mojego Króla, chcę bogactwa”, inni pragnęli przyjemności, zaszczytów, godności i wielu innych rzeczy.

Z drżeniem słuchałam ich głosów, a Pan powiedział do mnie: „Czy widziałaś, że nikt Mnie nie chce? A przecież to nic; zwróćmy się do tych, którzy są religijni, i zobaczmy, czy Mnie chcą”.

Byłam tam, wśród kapłanów, biskupów, kobiet konsekrowanych i pobożnych ludzi, a Jezus dźwięcznym głosem powtarzał: „Ecce Homo!”. A ci mówili: „Kochamy Go, ale pragniemy też naszej wygody”, inni: „Pragniemy Go, ale razem z naszymi interesami”, jeszcze inni odpowiadali: „Kochamy Go, ale jednocześnie z szacunkiem i czcią; cóż bowiem zrobi człowiek konsekrowany bez poważania?”. 

Inni odpowiadali: „Pragniemy Go, ale wraz z pewnymi przyjemnościami ze strony stworzeń; jak można żyć samemu i bez nikogo, kto dałby nam zadowolenie?”. 

Niektórzy posuwali się tak daleko, że pragnęli zaspokojenia przynajmniej w sakramencie spowiedzi, ale Jego samego prawie nikt nie pragnął, nie brakowało też takich, którym wcale nie zależało na Jezusie Chrystusie.

Wtedy rzekł On do mnie zasmucony: „Córko moja, wycofujemy się; czy widziałaś, że nikt Mnie nie chce, a co najwyżej razem z czymś, co im sprawia przyjemność? 

Nie jestem z tego zadowolony, bo prawdziwe rządy, to rządy w pojedynkę”.

Kiedy to powiedział, znalazłam się w sobie. 

(z Księgi Nieba, Irmengard Haslinger – do użytku prywatnego – tom 4; 6 marca 1903)

…………………

Tego ranka Najświętszy Jezus nie przyszedł, a ja znalazłam się poza moim ciałem, krążyłam wszędzie wokoło w poszukiwaniu mojego jedynego i najwyższego dobra. Nie znajdując Go, moja dusza czuła się jak umierająca w każdej chwili. Ale to, co zwiększało moją agonię, to uczucie, że myślałam, iż umieram, a jednak nie umierałam, bo gdybym mogła umrzeć, osiągnęłabym swój cel, jakim jest bycie zawsze w centrum, w Bogu.

O oddzielenie, jak gorzkie i bolesne jesteś, żadna męka nie może się z tobą równać! O opuszczenie przez Boga, pochłaniasz, przebijasz, jesteś mieczem obosiecznym, który z jednej strony tnie, a z drugiej pali; ból, który zadajesz, jest niezmierzony, tak jak niezmierzony jest Bóg!

Gdy wędrowałam, znalazłam się w czyśćcu, a mój smutek i łzy zdawały się powiększać cierpienia tych biednych dusz pozbawionych życia, to znaczy Boga. Wśród nich było kilku księży, a jeden z nich zdawał się cierpieć bardziej niż inni. Ten przemówił do mnie:

„Moje ciężkie cierpienia pochodzą stąd, że w życiu byłem bardzo przywiązany do interesów rodzinnych, do rzeczy ziemskich i miałem niejedno przywiązanie do pewnych osób.  Wyrządza to kapłanowi tak wielką krzywdę, że tworzy się zbroja z brudnego żelaza, okrywająca go jak szata, i tylko ogień czyśćcowy i ogień pozbawienia Boga mogą zniszczyć tę zbroję, przy czym pierwszy ogień znika w porównaniu z pozbawieniem Boga. O, jak ja cierpię! Moje cierpienia są niewypowiedziane. Módlcie się, módlcie się za mnie”.

Poczułam się jeszcze bardziej zmaltretowana i odnalazłam się w swoim ciele. Później ujrzałam na krótko cień Najświętszego Jezusa, a On przemówił do mnie: „Córko moja, czego szukałaś? Nie ma dla ciebie innej ulgi i pomocy, jak tylko Ja sam.”

Zniknął jak promień światła, a ja pozostałam, mówiąc: „Ach, On sam mówi mi, że tylko On jest dla mnie wszystkim! A jednak On ma odwagę zostawić mnie samą i pozbawioną Jego”. 

(z „Księgi Nieba”;tom 6; 30 lipca 1904)

 Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.  (Łk 14,27)

… „Moja ukochana, krzyż pozwala odróżnić potępionych od wybranych. Tak jak w dniu sądu dobrzy będą się radować, gdy zobaczą krzyż, tak już teraz można stwierdzić, czy ktoś ma być zbawiony czy stracony. Jeśli krzyż ukazuje się duszy, a ona go przyjmuje, znosi z poddaniem i cierpliwością, całuje i dziękuje ręce, która go jej posyła – to jest to znak, że jest zbawiona. 

Jeśli przeciwnie, pokazuje się jej krzyż, a ona się gniewa, gardzi nim, a nawet obraża Mnie – można powiedzieć, że jest to znak, iż dusza zmierza do piekła. To właśnie uczynią potępieni w dniu Sądu Ostatecznego: na widok Krzyża będą rozpaczać i przeklinać.

Krzyż mówi wszystko; krzyż jest księgą, która przemawia do ciebie bez oszustwa i w jasnych słowach, i pozwala ci odróżnić świętego od grzesznika, doskonałego od niedoskonałego, płonącego od letniego.

Krzyż daje duszy takie światło, że pozwala nie tylko już teraz odróżnić dobro od zła, ale także rozpoznać tych, którzy w niebie posiądą większą lub mniejszą chwałę – tych, którzy zajmą wyższe lub niższe miejsce.

Wszystkie inne cnoty pozostają pokorne i pełne czci wobec wartości krzyża, a uszlachetniając się nim, uzyskują większą chwałę i większe światło.” 

(z „Księgi Nieba”; Irmengard Haslinger – Do użytku prywatnego – tom 1; (7))

Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.(Łk 14,33)

… „Błogosławiona córko Mojej Woli, ilekroć wznosisz się w Niej, aby zjednoczyć siebie i swoje akty z każdym Aktem, którego Ona(WB) dokonała [w Moim Człowieczeństwie], Boski Akt wznosi się i daje ci [wyższy] stopień łaski, miłości, świętości, [większy] stopień Bożego Życia i Bożej Chwały. Stopnie te połączone razem tworzą niezbędną substancję do uformowania Mojego Boskiego Życia w duszy.

Jeden tworzy bicie serca, drugi oddech, jeden słowo, drugi oko, jeden piękno, a drugi świętość Boga w głębi duszy. Nasze Akty wznoszą się, gdy dusza zbliża się, aby dać jej to, co posiadają. Z utęsknieniem czekają na duszę, gotowe powstać i wlać się na sposób boski w duszę, aby zdeponować się w niej i powtarzać w niej Akty. 

Kto więc jednoczy się z Aktami Naszej Woli, uzdalnia nas do pracy – ale do czego? Aby Naszą pracą budować Nasze życie w duszy.

Wiedz, że gdy dusza wznosi się do Naszej Boskiej Woli, opuszcza wszystko i powraca do swojej nicości. Ta nicość uznaje swego Stwórcę, a Stwórca uznaje nicość taką, jaka powstała – nie nicość wypełnioną rzeczami, które do Niego nie należą, nie! 

A ponieważ Ona znajduje „nicość”, wypełnia je „wszystkim”. 

Oto więc, co oznacza życie w Mojej Woli: opróżnić się ze wszystkiego i z największą łatwością wzlecieć na łono Ojca Niebieskiego, aby ta nicość otrzymała życie swego Stwórcy.

Ponadto, Nasza Wola jest Naszym życiem i pokarmem, a ponieważ nie potrzebujemy materialnego pokarmu, Ona rozszerza na nas pokarm swoich Świętych Dzieł. Ponieważ stworzenie jest jednym z Naszych Dzieł, chcemy znaleźć w nim Naszą Wolę jako życie, tak że nie tylko stworzenie, ale wszystkie jego akty służą Nam za pokarm, a w zamian dajemy mu pokarm z Naszych Dzieł.

To wzajemne karmienie się tym samym pokarmem tworzy porozumienie(zgodność) między Bogiem a stworzeniem. To porozumienie rodzi pokój, dzielenie się dobrami i nierozerwalność. Wydaje się, że w stworzeniu tchnie Boskie tchnienie, a tchnienie stworzenia w Bogu, co łączy ich tak ściśle, jak gdyby tchnienie jednego było jednym z tchnieniem drugiego. W ten sposób dochodzi do porozumienia(zgodności) woli, miłości i dzieł.

My widzimy, jak to tchnienie, które wytworzyliśmy przy stworzeniu człowieka, a które on przerwał, gdy czynił swoją wolę, rodzi się w człowieku na nowo. 

Nasza Wola ma zdolność i zadanie przywrócenia w człowieku tego, co utracił przez grzech, i uporządkowania go na nowo – tak jak wyszedł z rąk swojego Stwórcy”… 

(z „Księgi Nieba”; tom 30; 10 lutego 1932)


Mittwoch der 31. Woche im Jahreskreis (Lk 14,25-33)

„Wenn jemand zu mir kommt und nicht Vater und Mutter, Frau und Kinder, Brüder und Schwestern, ja sogar sein Leben gering achtet, dann kann er nicht mein Jünger sein“ (Lk 14, 26)

Nachdem ich sehr zu kämpfen hatte, ließ sich der gebenedeite Jesus in meinem Inneren sehen und sagte: „Gehen Wir nachschauen, ob Mich die Geschöpfe lieben?“
Und ich: „Sicher werden sie Dich lieben, da Du das liebenswerteste Wesen bist; wer wäre so verwegen, Dich nicht zu lieben?“ Und Er: „Gehen Wir, dann wirst du sehen, was sie tun.“ So machten Wir Uns auf, und als Wir an einem Ort mit vielen Menschen ankamen, streckte Er seinen Kopf aus meinem Inneren und sprach jene Worte, die Pilatus gesprochen hatte, als er Ihn dem Volk zeigte: ‚Ecco Ho-mo’ (‚Hier ist der Mensch’). Ich verstand, dass diese Worte bedeuten, dass sie gefragt wurden, ob sie den Herrn als ihren König wollten, und Er die Herrschaft in ihren Herzen, ihrem Geist und ihren Werken habe. Und sie antworteten: „Nehmt Ihn weg, wir wollen Ihn nicht, vielmehr, kreuzigt Ihn, damit jede Erinnerung an Ihn zerstört werde.“ O, wie oft wiederholten sich diese Szenen!
So sagte der Herr zu jedem: „Ecce Homo“. Da erhob sich ein Gemurmel und eine Verwirrung. Manche sagten: „Ich will Ihn nicht als meinen König, ich möchte Reichtümer“, andere wollten Vergnügen, Ehre, Würden und viele andere Dinge. Mit Schauder hörte ich ihre Stimmen, und der Herr sagte zu mir: „Hast du gesehen, wie niemand Mich will? Und doch ist dies noch nichts; wenden Wir Uns dem religiösen Stand zu und schauen Wir, ob sie Mich wollen.“ Da befand ich mich unter Priestern, Bischöfen, gottgeweihten Frauen und Frommen, und mit klangvoller Stimme wiederholte Jesus: „Ecce Homo!“.
Und jene sagten: „Wir lieben Ihn, doch wir wollen auch unsere Bequemlichkeit“, andere: „Wir wollen Ihn, doch zusammen mit unseren Interessen“, wieder andere antworteten: „Wir lieben Ihn, doch zugleich mit Wertschätzung und Ehre; was tut ein Gottgeweihter ohne Wertschätzung?“ Andere erwiderten: „Wir wollen Ihn, doch zusammen mit einigen Befriedigungen durch die Geschöpfe; wie kann man allein leben, und ohne dass uns jemand Befriedigung verschafft?“ Manche gingen soweit, dass sie zumindest im Sakrament der Beichte eine Befriedigung wollten, doch allein wollte Ihn fast niemand haben, und es fehlte auch nicht einer, der sich um Jesus Christus über-haupt nicht kümmerte.
Da sprach Er ganz betrübt zu mir: „Meine Tochter, ziehen Wir Uns zurück; hast du gesehen, wie niemand Mich will oder höchstens zu-sammen mit etwas, das ihm gefällt? Ich bin damit nicht zufrieden, denn wahre Herrschaft ist es, wenn man alleine regiert.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Ir-mengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 4; 6. März 1903)

——————-

Diesen Morgen kam der gebenedeite Jesus nicht, und ich befand mich außerhalb meines Körpers und ging auf der Suche nach meinem höchsten und einzigen Gut immer wieder umher. Da ich Ihn nicht fand, fühlte sich meine Seele jeden Augenblick wie zum Sterben. Doch was meine Qual noch steigerte, war das Empfinden, dass ich zu sterben glaubte und doch nicht starb, denn wenn ich sterben könnte, hätte ich mein Ziel erreicht, immer im Mittelpunkt, in Gott, zu sein.
O Trennung, wie bitter und leidvoll bist du, keine Pein ist mit dir vergleichbar! O Beraubung Gottes, du zehrst auf, durchbohrst, bist ein zweischneidiges Schwert, das an einer Seite schneidet und an der anderen brennt; der Schmerz, den du zufügst, ist unermesslich, wie Gott unermesslich ist!
Während ich umherwanderte, fand ich mich im Fegefeuer, und mein Kummer und meine Tränen schienen die Leiden dieser armen See-len, die ihres Lebens, d.h. Gottes beraubt sind, noch zu steigern. Unter ihnen schienen mehrere Priester zu sein, und einer von ihnen schien mehr zu leiden als die anderen. Dieser sprach zu mir:
„Meine schweren Leiden kommen daher, dass ich im Leben sehr an familiären Interessen hing, an irdischen Dingen und manch eine An-hänglichkeit an gewisse Personen hatte. Das verursacht dem Priester einen solch großen Schaden, dass sich ein Panzer aus schmutzbedecktem Eisen bildet, der ihn wie ein Gewand umhüllt, und nur das Feuer des Fegefeuers und das Feuer der Beraubung Gottes können diesen Panzer vernichten, wobei im Vergleich zur Beraubung Gottes das erste Feuer verschwindet. O, wie sehr leide ich! Meine Leiden sind unaussprechlich. Bete, bete für mich.“
Ich fühlte mich noch mehr gemartert und befand mich in meinem Körper. Später sah ich kurz den Schatten des gebenedeiten Jesus, und Er sprach zu mir: „Meine Tochter, was suchtest du? Für dich gibt es keine anderen Erleichterungen und Hilfen als Mich allein.“
Er verschwand wie ein Lichtstrahl, und ich blieb zurück und sagte: „Ach, Er selbst sagt mir, dass Er allein alles für mich ist! Und doch hat Er den Mut, mich allein zu lassen und Seiner beraubt.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 6; 30. Juli 1904)

——————-

Danach dachte ich an den Kummer, als meine schmerzhafte, im Herzen durchbohrte Mutter sich von Jesus trennte und ihn tot im Grab zurückließ, und ich dachte mir: „Wie ist es möglich, dass Sie so viel Kraft hatte, Ihn zu verlassen?
Es stimmt zwar, dass Er tot war, doch war es immerhin der Leib Jesu. Wieso wurde Sie nicht eher von ihrer Mutterliebe verzehrt, als dass Sie einen einzigen Schritt weg von jenem verstorbenen Leib tun konnte?
Welcher Heroismus, welche Stärke!“ Da bewegte sich mein süßer Jesus in meinem Inneren und sagte zu mir: „Meine Tochter, willst du wissen, wieso meine Mutter die Kraft hatte, Mich zu verlassen?
Das ganze Geheimnis der Kraft lag in meinem Willen, der in Ihr herrschte. Sie lebte im Göttlichen, nicht im menschlichen Willen, darum besaß Sie unermessliche Kraft.
Wisse vielmehr, als meine durchbohrte Mutter Mich im Grab zurückließ, hielt mein Wille Sie in zwei unermesslichen Meeren versenkt: das eine war das des Schmerzes, und das andere, ausgedehntere, das der Freude und Seligkeiten.
Während das des Schmerzes Ihr alle Martyrien bereitete, verlieh Ihr das der Freuden, alle Wonnen, und ihre einzigartige, schöne Seele folgte Mir in die Vorhölle und wohnte dem Fest bei, das Mir alle Patriarchen, Propheten, ihr Vater, ihre Mutter und unser lieber heiliger Joseph bereiteten.
Die Vorhölle wurde durch meine Anwesenheit zum Paradies, und Ich konnte nicht anders als Jene, die in meinen Leiden unzertrennlich von Mir war, an diesem ersten Fest der Geschöpfe teilhaben zu lassen.
Ihre Freude war so groß, dass sie die Kraft hatte, sich von meinem Leib zu trennen, sich zurückzuziehen und die Vollendung meiner Auf-erstehung als Vollendung der Erlösung zu erwarten.
Die Freude stützte sie im Schmerz, und der Schmerz stützte sie in der Freude. Wer meinen Willen besitzt, dem kann es weder an Kraft noch an Macht noch an Freude fehlen, sondern er hat alles zu seiner Verfügung. Erfährst du das nicht an dir selbst, wenn du Meiner be-raubt bist, und du dich verzehrt fühlst?
Das Licht des Göttlichen FIAT bildet in dir sein Meer der Glückseligkeit und gibt dir das Leben.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufi-ger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den priva-ten Gebrauch – Band 20; 16. April 1927)

„Wer nicht sein Kreuz trägt und mir nachfolgt, der kann nicht mein Jünger sein“ (Lk 14, 27)

… „Meine Geliebte, das Kreuz erlaubt es, die Verdammten von den Auserwählten zu unterscheiden. Wie am Tag des Gerichtes die Guten aufjubeln werden, wenn sie das Kreuz sehen, so kann man schon jetzt erkennen, ob jemand gerettet werden oder verloren gehen soll. Wenn sich das Kreuz der Seele zeigt und sie es umarmt, mit Ergebung und Geduld trägt und die Hand küsst und ihr dankt, die ihr es schickt – so ist dies das Zeichen, dass sie gerettet ist.
Wenn, im Gegenteil, ihr das Kreuz gezeigt wird und sie ärgerlich wird, es verachtet und Mich sogar beleidigt – kann man sagen, dass es ein Zeichen ist, dass die Seele der Hölle zustrebt. So werden es die Verdammten am Tag des Gerichtes tun: beim Anblick des Kreuzes werden sie sich grämen und fluchen.
Das Kreuz erzählt alles; das Kreuz ist ein Buch, das ohne Täuschung und in klaren Worten zu dir spricht und dir erlaubt, den Heiligen vom Sünder zu unterscheiden, den Vollkommenen vom Unvollkommenen, den Brennenden vom Lauen.
Das Kreuz vermittelt der Seele ein solches Licht, dass es bereits jetzt nicht nur gestattet, die Guten von den Bösen zu unterscheiden, sondern auch jene erkennen lässt, die mehr oder weniger Glorie im Himmel besitzen werden – jene, die einen höheren oder einen niedrigeren Platz einnehmen werden.
Alle anderen Tugenden bleiben demütig und ehrfurchtsvoll vor dem Wert des Kreuzes, und indem sie sich mit ihm veredeln, erhalten sie größere Glorie und mehr Licht.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Stu-diengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 1; (7))

„Kann keiner von euch mein Jünger sein, wenn er nicht auf seinen ganzen Besitz verzichtet“ (Lk 14,33)

Mein süßer Jesus zieht mich mit seiner hinreißenden Kraft stets in seinen anbetungswürdigen Willen hinein, damit ich seine vielfältigen Werke durcheile. Es scheint, dass sie mich erwarten, um mir noch zusätzlich etwas zu dem schon Geschenkten zu geben, und ich bin von so viel göttlicher Güte und Großmut überrascht. Damit ich mit noch größerer Liebe und Sehnsucht den Akten des Göttlichen Willens folge, sagte der geliebte Jesus zu mir:
„Gesegnete Tochter meines Willens, wann immer du dich in Ihm erhebst, um dich und deine Akte mit jedem Akt zu vereinigen, den Er [in meiner Menschheit] getan hat, erhebt sich der göttliche Akt und gibt dir einen [höheren] Grad der Gnade, der Liebe, der Heiligkeit, einen [größeren] Grad göttlichen Lebens und göttlicher Herrlichkeit. Diese miteinander vereinten Grade bilden die notwendige Sub-stanz, um mein göttliches Leben in der Seele zu bilden. Einer bildet den Herzschlag, jener den Atem, der eine das Wort, der andere das Auge, jener die Schönheit, und dieser die Heiligkeit Gottes in der Tiefe der Seele. Unsere Akte erheben sich, wenn sich die Seele nä-hert, um ihr zu geben, was sie besitzen. Sehnsüchtig warten sie auf die Seele, bereit sich zu erheben und sich auf göttliche Weise in die Seele zu ergießen, um sich in der Seele zu deponieren und die Akte in ihr zu wiederholen.
Wer sich also mit den Akten unseres Willens vereint, ermöglicht Uns zu arbeiten – doch um was zu tun? Um mit unserer Arbeit unser Leben in der Seele heranzubilden. Wisse, dass sich die Seele, wenn sie sich in unseren Göttlichen Willen erhebt, alles verlässt und in ihr Nichts zurückkehrt. Dieses Nichts anerkennt seinen Schöpfer, und der Schöpfer anerkennt das Nichts, so wie es ins Dasein trat – nicht das mit Dingen vollgeräumte Nichts, die nicht zu Ihm gehören, nein! Und da Er das ‚Nichts‘ vorfindet, füllt er es mit dem ‚Alles‘. Dies also bedeutet das Leben in meinem Willen: sich selbst von allem leer zu machen und mit äußerster Leichtigkeit in den Schoß des Himmlischen Vaters zu fliegen, damit dieses Nichts das Leben seines Schöpfers empfange.
Darüber hinaus ist unser Wille unser Leben und unsere Nahrung, und da Wir keine materielle Speise brauchen, reicht Er Uns die Speise seiner heiligen Werke. Da das Geschöpf eines unserer Werke ist, wollen Wir in ihm unseren Willen als Leben finden, so dass nicht nur das Geschöpf, sondern alle seine Werke Uns als Speise dienen und Wir ihm im Austausch dafür die Nahrung unserer Werke schenken. Diese gegenseitige Ernährung mit den gleichen Speisen bildet das Einvernehmen zwischen Gott und dem Geschöpf. Diese Harmonie bringt Friede, Gütermitteilung und Unzertrennlichkeit hervor. Es scheint, dass im Geschöpf der göttliche Hauch atmet, und der Hauch des Geschöpfs in Gott, der sie so innig vereint, als wäre der Hauch des einen eins mit dem des anderen.
So kommt es zu einer Übereinkunft der Willen, der Liebe und der Werke. Wir nehmen wahr, wie dieser Hauch, den Wir bei der Erschaf-fung des Menschen hervorgebracht haben, und den er unterbrach, als er den eigenen Willen tat, von neuem im Menschen geboren wird. Unser Wille hat die Eigenschaft und die Aufgabe, im Menschen das wiederherzustellen, was er mit der Sünde verloren hat, und ihn neu zu ordnen – so wie er aus unseren Schöpferhänden hervorging“. (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 30; 10. Februar 1932)