Poniedziałek XXVIII tydzień Okresu Zwykłego (Łk 11,29-32)
29 A gdy tłumy się gromadziły, zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. 30 Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. 31 Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. 32 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.
“To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza.”(Łk 11,29)
(…) Z pustyni przeszedłem do życia publicznego, gdzie niewielu wierzyło, że jestem Mesjaszem, zwłaszcza wśród uczonych nie było prawie nikogo. Chciałem użyć Mojej Mocy i czynić cuda, aby uformować Mój lud, aby [przynajmniej] uwierzył w moc Moich cudów, jeśli nie wierzył Moim Słowom.
Z boską i miłosną troską chciałem za wszelką cenę dać się poznać, jako ich Odkupiciel, bo gdyby Mnie nie poznali, nie mogliby otrzymać dobrodziejstwa Zbawienia. Dlatego musiałem się ujawnić, aby moje przyjście na ziemię nie było dla nich bezużyteczne.
O, jakże Moje Życie publiczne dobrze symbolizuje triumf Królestwa Mojego Fiat pośród ludzkości, które ukażę za pomocą zaskakujących Prawd i w tym celu będę czynił znaki i cuda.
W Mocy Mojej Woli przywrócę do życia tych, którzy umarli w łasce i powtórzę Cud wskrzeszenia Łazarza.
Chociaż ludzie są zepsuci, pełni zła i stali się cuchnącymi zwłokami, jak Łazarz, Mój Fiat przywróci ich do życia, położy kres smrodowi grzechu i wskrzesi ich w dobru.
Krótko mówiąc, użyję całej Mojej Boskiej aktywności, aby Moja Wola królowała wśród narodów.
Widzisz więc, że w każdym Słowie, które wypowiedziałem i w każdym cudzie, który zdziałałem, wzywałem Moją Wolę, aby królowała pośród nich, i wzywałem narody do życia w Niej…”
(z „Księgi Nieba”; tom 34; 31 maja 1936)
………………….
Mój biedny umysł był zajęty wielkimi cudami i wspaniałymi czynami, które tylko Boża Wola jest w stanie uczynić, gdy króluje w stworzeniu, i myślałem sobie: „Co za szczęśliwy los żyć w Niej! Nie może być większego szczęścia ani w Niebie, ani na ziemi. Jednak, jak Wola Boża może kiedykolwiek osiągnąć panowanie na ziemi, skoro jest tak wiele zła i grzechów, że przyprawia to o dreszcze? Tylko Boża Moc może tego dokonać jednym ze swoich największych cudów, w przeciwnym razie Królestwo Bożej Woli pozostanie w Niebie, ale nie przyjdzie na ziemię”.
Gdy tak rozmyślałam, mój drogi Jezus, moje słodkie Życie, nawiedził moją biedną duszę i rzekł do mnie z niewymowną dobrocią: „Moja dobra córko, na Radzie Trójcy Przenajświętszej zostało postanowione, że Moja Boża Wola będzie miała swoje Królestwo na Ziemi i niezależnie od tego, ile cudów będzie do tego koniecznych, dokonamy ich, nie powstrzymując się przed niczym, aby uzyskać to, czego pragniemy.
Ale w działaniu zawsze używamy najprostszych sposobów działania, ale tak potężnych, że przezwyciężamy Niebo i ziemię oraz wszystkie stworzenia w Akcie, którego chcemy.
Musisz wiedzieć, że przy Stworzeniu Człowieka wystarczyło tylko Nasze Wszechmocne Tchnienie, aby wlać w niego życie, ale ileż w tym tchnieniu było zawartych cudów!
Stworzyliśmy duszę i obdarzyliśmy ją trzema władzami (wolą, umysłem, pamięcią serca) – prawdziwy obraz Naszej Uwielbionej Trójcy.
Wraz z duszą człowiek posiadał bicie serca, oddech i krążenie krwi, ruch, ciepło, słowo, wzrok.
Co było konieczne z Naszej strony do dokonania tych wszystkich cudów w człowieku? Najprostszy z Naszych Aktów, uzbrojony w Naszą Moc, czyli Nasz Oddech, Nasze Tchnienie. A bieg Naszej Miłości, której nie mogła powstrzymać, pobiegł do człowieka i dokonał w nim ostatecznie największego Cudu w całym Dziele Stworzenia.
Tak więc, moja córko, Trzy Moce człowieka, ponieważ nie żyje on w Naszej Bożej Woli, zostały zaćmione: Nasz chwalebny Obraz został w nim zniekształcony w taki sposób, że utracił on pierwotne bicie serca Miłości Bożej w swoim [biciu serca] i Boskie Tchnienie w swoim ludzkim oddechu. To nie znaczy, że stracił go, ale nie dostrzega go. Tak więc nie odczuwa on krążenia Boskiego Życia, ani ruchu dobra, ani ciepła najwyższej Miłości, ani Słowa Bożego w jego słowie, ani nie ma jasności widzenia, aby móc patrzeć na swego Stwórcę.
Wszystko zostało zaciemnione, osłabione, a może nawet zniekształcone.
Co jest potrzebne [z naszej strony], aby odrodzić(odbudować) człowieka?
Tchniemy jeszcze mocniej w centrum jego buntowniczej woli i to tak intensywnie, że wyrzucimy z niego zło, które trzyma go w niewoli. Jego namiętności zostaną zmiażdżone i onieśmielone przez Moc Naszego Oddechu i poczują się spalone przez Nasz Boski ogień.
Ludzka wola poczuje pulsujące życie swego Stwórcy i ukryje Go w sobie, jak zasłonę.
W ten sposób człowiek znów będzie Nosicielem swego Stwórcy. O, jakże on będzie szczęśliwy!
My przywrócimy go do zdrowia Naszym Tchnieniem i uzdrowimy go ponownie. Będziemy postępować jak bardzo czuła matka, która swoim oddechem i tchnieniem pochyla się nad swoim kalekim synem i nie przestaje tchnąć, dopóki nie przywróci mu zdrowia, i nie uczyni go tak pięknym, jakim chciała, aby był.
Moc Naszego Tchnienia nie odstąpi od niego. Nie przestaniemy tchnąć w niego Naszego Oddechu, dopóki nie zobaczymy Go powracającego w Nasze Ojcowskie ramiona tak pięknego, jak tego chcemy.
Wówczas poczujemy, że syn uznał Naszą Ojcowską dobroć i wielką Miłość.
Czy widzisz zatem, co jest potrzebne, aby Nasza Wola mogła panować na ziemi?
Moc naszego Wszechmocnego Tchnienia! Dzięki Niemu odnowimy Nasze Życie w człowieku.
Wszystkie Prawdy, które przekazałem, wielkie cuda życia w Mojej Woli, będą najpiękniejszymi i największymi Dobrami, które dajemy mu w prezencie.
To również jest pewnym znakiem, że Jej Królestwo przyjdzie na ziemię, ponieważ kiedy Ja mówię, najpierw tworzę fakty, a potem mówię.
Moje Słowo jest potwierdzeniem Daru i cudów, które uczynię.
W jakim celu miałbym ukazywać i rozgłaszać Moje Boskie Dobra, jeśli nie dla tego żeby Jej Królestwo przyszło na ziemię?”
(z „Księgi Nieba”;tom 35; 21 grudnia 1937)
“Znakiem”…(Łk 11,30)
Piszę tylko ze względu na posłuszeństwo, w przeciwnym razie byłabym bezużyteczna i nie napisałabym ani jednego słowa; i tylko trwoga, że mogłabym zasmucić mojego słodkiego Jezusa, gdybym tego nie zrobiła, daje mi gorliwość i siłę. Tak więc, On mówi dalej o swojej Najświętszej Woli, a przy swoim przyjściu powiedział do mnie:
„Moja córko, świętość w Mojej Woli nie jest jeszcze znana, to jest przyczyną zdziwienia z ich strony, bo kiedy rzecz jest znana, zdziwienie ustaje. Wszystkie rodzaje świętości są symbolizowane przez coś, co jest rozproszone w Stworzeniu: jest świętość symbolizowana przez góry, inne przez drzewa, przez rośliny, przez małe kwiaty, przez gwiazdy i wiele innych podobieństw. Wszystkie te świętości mają swoje ograniczone i indywidualne dobro, mają swój początek i swój koniec, nie mogą objąć wszystkiego i czynić dobrze wszystkim, tak jak nie może tego uczynić drzewo i kwiat.
Otóż to właśnie słońce symbolizuje Świętość Mojej Woli. Słońce zawsze było i zawsze będzie, i choć miało swój początek w oświetlaniu świata, to jest światłem, które wyszło z Mojego wiecznego Światła, więc można powiedzieć, że nie ma początku.
Słońce czyni dobrze wszystkim, rozprzestrzenia swoje światło nad wszystkimi i nie robi dla nikogo wyjątku. W swoim majestacie i swoim panowaniu panuje nad wszystkim i daje życie wszystkiemu, nawet dla najmniejszego kwiatka, ale cicho, bez hałasu i prawie niezauważalnie. O, gdyby jakaś roślina zrobiła coś małego, chociaż cień tego, co robi słońce, gdyby dała ciepło innej roślinie, wszyscy wołali by „Cud!”, wszyscy chcieliby to zobaczyć i mówiliby o tym z zachwytem.
O Słońcu, które daje życie i ciepło wszystkiemu, i które jest nieustannym cudem, nikt o nim nie mówi, nikt się nim nie zachwyca, a to dlatego, że człowiek zawsze ma oczy zwrócone na ziemię i rzeczy ziemskie, a nigdy na rzeczy wielkie i niebiańskie.
Tak więc świętość w Mojej Woli, symbolizowana przez słońce, wyłoni się z centrum Mojej Świętości.
Będzie to promień zrodzony z Mojej Świętości, która nie ma początku. Tak więc dusze te istniały, istnieją i istnieć będą w Mojej Świętości; były razem ze Mną w tym dobru, które czyniłem. Nigdy nie wyszły z tego promienia, w którym Ja je zrodziłem do Światła. Ponieważ one nigdy nie odłączyły się od Mojej Woli, radowałem się z nimi i nadal się raduję. Moja jedność z nimi jest ciągła, widzę je unoszące się nad wszystkim.
Ludzkie podpory dla nich nie istnieją, tak jak słońce nie opiera się na żadnym punkcie: żyje jakby odizolowane na górze, ale swoim światłem zawiera wszystko w sobie. Takie właśnie są te dusze: Żyją na wysokościach, jak słońce, ale ich światło zstępuje do najgłębszych pokładów ziemi, rozszerza się nad wszystkim.
Ja czułbym się tak, jak gdybym ich oszukiwał, gdybym odsuwał ich na bok i nie pozwalał im robić tego, co Ja robię; dlatego nie ma żadnej wartości-dobrodziejstwa, które by nie zstępowało od nich.
W tej świętości widzę Moje cienie, Moje obrazy poruszające się po całej ziemi, w powietrzu, na niebie. I dlatego kocham świat i będę go kochał, bo czekam, aż Moja Świętość rozlegnie się echem na ziemi, aż Moje promienie wyłonią się na światło i oddadzą Mi pełną chwałę, przywracając Mi miłość i cześć, której inni Mi nie okazali.
Ale tak, jak słońce, będą one najbardziej niezauważalne, bez żadnego hałasu. A jeśli ktoś będzie chciał na nie patrzeć, Moja zazdrość będzie tak wielka, że będzie mu grozić ślepota i będzie zmuszony spuścić wzrok, aby odzyskać spojrzenie. Czy widzisz, jak piękna jest świętość w Mojej Woli?
Jest to świętość, która najbardziej zbliża się do twojego Stwórcy, dlatego będzie panowała nad wszystkimi innymi rodzajami świętości, będzie zawierała w sobie wszystkie inne świętości razem i będzie życiem wszystkich innych świętości.
Jaką łaską jest dla ciebie, że ją znasz! Być pierwszą, jak promień słońca, który wyłania się ze środka Mojej świętości, nigdy się nie oddzielając! Nie mógłbym dać ci większej łaski, bardziej niezwykłego cudu nie mógłbym w tobie zdziałać.
Bądź uważna, moja córko, mój promieniu, bo za każdym razem, kiedy wchodzisz i pracujesz w Mojej Woli, to tak, jakby słońce uderzało w szklane szyby: tyle słońc powstaje w szkle. Tym sposobem powtarzasz Moje Życie wielokrotnie, pomnażając Je i dając nowe życie Mojej Miłości.”
Wtedy pomyślałem sobie: „W tej Świętej Woli nie można zobaczyć cudów ani nadzwyczajnych rzeczy, których stworzenia tak bardzo pragną i przemierzyłyby pół świata, aby mieć jedną z nich. Przeciwnie, wszystko dzieje się między duszą a Bogiem, a kiedy stworzenia otrzymują dobro, nie wiedzą, skąd ono pochodzi. Te dusze, które żyją w Bożej Woli, są naprawdę jak słońce, na które nikt nie zwraca uwagi, podczas gdy ono daje życie i ciepło wszystkim.”
Teraz, gdy o tym myślałam, mój Jezus powrócił wyglądając imponująco i dodał: „Jakie cuda, jakie cuda! Czyż nie jest największym cudem czynienie Mojej Woli?
Moja Wola jest wieczna i jest to wieczny CUD, który nigdy nie ustaje, jest to Cud każdej chwili, w niej wola ludzka ma stałe połączenie z Wolą Bożą.
Wskrzeszanie umarłych, przywracanie wzroku niewidomym i inne nie są rzeczami wiecznymi, podlegają przemijaniu, dlatego mogą się nazywać cieniami cudów, cudami przemijającymi w porównaniu z wielkim i trwałym cudem życia w Mojej Woli.
A ty nie zwracaj uwagi na te (małe) cuda; Ja wiem, kiedy są one właściwe i konieczne.”
(z „Księgi Nieba”; tom 13; 12 listopada 1921)
…………………
Potem dodał: „Córko moja, cały świat jest w zamęcie i wszyscy oczekują zmian, pokoju i odnowienia. Ludzie spotykają się na konferencjach i dziwią się, że nie są w stanie dojść do żadnych uchwał i poważnych decyzji, tak że nie jest tworzony prawdziwy pokój i wszystko rozmywa się w słowach bez żadnego rezultatu. Mają nadzieję, że kolejne konferencje mogą doprowadzić do poważnych decyzji, ale czekają na próżno. I tak oczekując wszyscy żyją w lęku: jedni przygotowują nowe wojny, inni liczą na nowe podboje. Ale tym sposobem ludy ubożeją i są pozbawione środków do życia, a czekając, są zmęczone aktualną smutną erą, która spowija je w ciemnościach i krwi, oczekują, i mają nadzieję na nową erę pokoju, i światła.
Świat znajduje się dokładnie w tym samym punkcie, jak wtedy gdy Ja miałem przyjść na ziemię: wszyscy byli w oczekiwaniu na wielkie wydarzenie, nową erę, jak to się rzeczywiście stało.
Tak jest również teraz, gdy ma nadejść wielkie wydarzenie, Nowa Era, w której Wola Boża ma być wykonywana na ziemi tak, jak jest w niebie.
Wszyscy oczekują nowej epoki, zmęczeni obecną, nie wiedząc, jaka ta nowa, ta zmiana może być, tak jak nie wiedzieli, kiedy Ja przyszedłem na ziemię.
To oczekiwanie jest pewnym znakiem, że godzina jest bliska, ale najpewniejszym znakiem jest to, że teraz ujawniam to, co chcę uczynić i że zwracam się do duszy – tak jak zwróciłem się do Mojej Matki, kiedy zstąpiłem z nieba na ziemię – i komunikuję tej duszy Moją Wolę oraz dobra i efekty, które ona zawiera, aby obdarzyć nią całą ludzkość.”
(z „Księgi Nieba”; do użytku prywatnego – tom 15; 14 lipca 1923)
Montag der 28. Woche im Jahreskreis (Lk 11,29-32)
„Diese Generation ist böse. Sie fordert ein Zeichen“ (Lk 11, 29)
… „Von der Wüste ging Ich zum öffentlichen Leben über, wo nur wenige daran glaubten, dass Ich der Messias war, besonders unter den Gelehrten war es fast niemand.
Ich wollte meine Macht gebrauchen und Wunder wirken, um Mir mein Volk zu bilden, damit sie [wenigstens] der Macht meiner Wunder glauben sollten, wenn sie schon meinen Worten nicht glaubten.
Mit Göttlicher und liebevoller Besorgtheit wollte Ich Mich um jeden Preis als ihr Erlöser bekanntgeben, denn wenn sie Mich nicht kannten, konnten sie die Wohltat der Erlösung nicht empfangen. So musste Ich Mich bekannt machen, damit mein Kommen auf die Erde für sie nicht nutzlos war.
O, wie gut symbolisiert mein öffentliches Leben den Triumph des Reiches meines Fiat in der Menschheit, das Ich mit überraschenden Wahrheiten bekannt machen und zu diesem Zweck Zeichen und Wunder wirken werde.
In der Macht meines Willens werde Ich die in der Gnade Toten zum Leben zurückrufen und das Wunder der Auferstehung des Lazarus wiederholen.
Obwohl die Menschen im Bösen verderbt und zu einem stinkenden Leichnam wie Lazarus geworden sind, wird mein Fiat sie zum Leben zurückrufen, dem Gestank der Sünde ein Ende setzen und sie im Guten wiedererstehen lassen. Kurzum, Ich werde meine ganze Göttliche Betriebsamkeit anwenden, damit mein Wille unter den Völkern herrsche.
Du siehst also, in jedem meiner Worte, das Ich sprach, und in jedem Wunder, das Ich wirkte, rief Ich meinen Willen, dass Er in ihrer Mitte regiere, und Ich rief die Völker zum Leben in Ihm…“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 34; 31. Mai 1936)
——————–
… „Meine Tochter, gewöhnlich wähle Ich die verachtetsten, unfähigsten und ärmsten Seelen für meine größten Werke aus. An meiner Mutter selbst war nichts Außergewöhnliches in ihrem äußeren Leben; es gab keine Wunder, keine Zeichen, die sie von den anderen Frauen unterschieden hätten.
Ihr einziges Unterscheidungsmerkmal war ihre vollkommene Tugend, auf die fast niemand achtete; und wenn Ich anderen Heiligen als Besonderheit die Wundergabe verlieh, und wieder anderen meine Wundmale einprägte – meiner Mutter nichts, gar nichts. Und doch war sie das Wunder aller Wunder, die wahre und vollkommene Gekreuzigte, niemand anderer ist ihr ähnlich.
Ich mache es für gewöhnlich wie ein Herr, der zwei Diener hat: der eine schaut wie ein Riese aus, ist kräftig, fähig zu allem; der andere ist klein, niedrig, untüchtig, es scheint, dass er nichts versteht, keinen bedeutenden Dienst ausführen kann: wenn der Herr ihn anstellt, dann mehr aus Erbarmen und auch zum Spaß.
Wenn nun der Herr einen Millionen- oder Milliardenbetrag in eine andere Stadt schicken soll, was tut er? Er ruft den kleinen, unfähigen herbei, vertraut ihm die große Summe an und sagt sich: ‚Wenn ich sie dem Riesen anvertraue, so werden alle auf ihn aufmerksam, Diebe werden ihn überfallen, können ihn ausrauben, und wenn er sich mit seinen Herkuleskräften zur Wehr setzt, könnte er verletzt werden.
Ich weiß, dass er tapfer ist, aber ich will ihn verschonen, ich will ihn nicht der offensichtlichen Gefahr aussetzen. Niemand wird hingegen auf diesen Kleinen achten, von dem man weiß, dass er untüchtig ist; niemand wird sich denken können, dass ich ihm eine so bedeutende Summe anvertrauen könnte, und er wird heil und gesund zurückkehren.‘
Der arme, unfähige wundert sich, dass der Herr ihm dies anvertraut, während er sich des Riesen bedienen könnte; und zitternd und voll Demut wird er die große Summe zustellen, ohne dass jemand sich herabgelassen hätte, ihn auch nur anzusehen, und gesund und heil wird er zu seinem Herrn zurückkehren, noch zitternder und demütiger als zuvor.
So handle Ich. Je größer das Werk ist, das Ich ausführen will, umso eher wähle Ich niedrige, arme, unwissende Seelen, ohne jegliche äußere Erscheinung, die sie exponieren könnte. Das Niedrig- und Unbeachtetsein ist ein sicherer Schutz für mein Werk.
Die Räuber des Eigendünkels und der Eigenliebe werden ihr keine Aufmerksamkeit widmen, da sie ihre Unfähigkeit kennen; und die Seele führt demütig und zitternd den Auftrag aus, den Ich ihr anvertraut habe, wohl wissend, dass nicht sie, sondern Ich alles in ihr vollbracht habe.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 12; 17.1.1921)
——————–
Mein armer Geist war mit den großen Wundern und Wundertaten beschäftigt, welche der Göttliche Wille zu tun vermag, wenn Er im Geschöpf regiert, und ich dachte mir: ‚Welch glückliches Los, in Ihm zu leben! Ein größeres Glück kann es weder im Himmel noch auf Erden geben.
Doch wie kann der Wille Gottes je zur Herrschaft auf Erden gelangen, wenn es so viele Übel und Sünden gibt, dass es Schauder erregt?
Nur eine göttliche Macht kann das mit einem ihrer größten Wunder bewerkstelligen, sonst wird das Reich des Göttlichen Willens im Himmel bleiben, aber nicht auf die Erde kommen.’
Als ich dies erwog, besuchte mein teurer Jesus, mein süßes Leben, meine arme Seele und sagte mit unaussprechlicher Güte zu mir:
„Meine gute Tochter, es wurde im Rat der Heiligsten Dreifaltigkeit beschlossen, dass mein Göttlicher Wille sein Reich auf Erden haben wird – und wie viele Wunder dafür auch nötig sind, Wir werden sie wirken und nichts zurückhalten, um das Gewünschte zu erlangen.
Doch beim Wirken gebrauchen Wir stets die einfachsten, aber doch so mächtige Handlungsweisen, dass Wir Himmel und Erde und alle Geschöpfe in dem Akt, den Wir wollen, überwältigen.
Du musst wissen, dass es bei der Schöpfung nur unseres allmächtigen Atems bedurfte, um dem Menschen das Leben einzugießen: aber wie viele Wunder waren in diesem Hauch [enthalten]!
Wir erschufen die Seele und statteten sie mit den drei Kräften aus – wahres Abbild unserer anbetungswürdigen Dreifaltigkeit. Mit der Seele hatte der Mensch den Herzschlag, die Atmung und den Blutkreislauf, die Bewegung, die Wärme, das Wort, das Sehvermögen.
Was war von unserer Seite nötig, um all diese Wunder im Menschen zu wirken? Der einfachste unserer Akte, bewaffnet mit unserer Macht, d.h. unser Atem, unser Anhauch.
Und aus dem Lauf unserer Liebe, die ihn nicht zurückhalten konnte, lief er zum Menschen hin und machte aus ihm schließlich das größte Wunder des ganzen Schöpfungswerkes.
Nun, meine Tochter, sind die drei Kräfte des Menschen, da er nicht in unserem Göttlichen Willen lebt, verfinstert worden: unser anbetungswürdiges Bild wurde in ihm auf eine Weise entstellt, dass er den primären Herzschlag der Liebe Gottes in seinem [Herzschlag] und den göttlichen Atem in seinem menschlichen Atem einbüßte.
Das heißt nicht, dass er ihn verloren hat, aber er nimmt Ihn nicht wahr. So spürt er weder den Kreislauf des göttlichen Lebens, noch die Bewegung des Guten, noch die Wärme der höchsten Liebe, noch das Wort Gottes in seinem Wort, noch hat er die Klarsicht, um seinen Schöpfer anschauen zu können.
Alles wurde verdunkelt, geschwächt und vielleicht sogar entstellt. Nun, was braucht es [von unserer Seite], um diesen Menschen wiederherzustellen? Wir werden ihn erneut mit noch stärkerer und wachsender Liebe – in den Tiefen seiner Seele – anhauchen.
Wir werden noch stärker in den Mittelpunkt seines rebellischen Willens hauchen, und zwar so intensiv, dass Wir die Übel von ihm abschütteln werden, die ihn gefesselt halten.
Seine Leidenschaften werden von der Macht unseres Atems niedergeschmettert und eingeschüchtert sein und sich von unserem göttlichen Feuer verbrannt fühlen.
Der menschliche Wille wird das pulsierende Leben seines Schöpfers fühlen und Ihn wie einen Schleier in sich verbergen. So wird der Mensch wieder der Träger seines Schöpfers sein.
O, wie glücklich wird er sein! Mit unserem Hauch werden Wir ihn wiederherstellen und wieder heilen. Wir werden wie eine ganz zärtliche Mutter handeln, die sich mit ihrem Atem und ihrem Hauch über ihren verkrüppelten Sohn beugt und erst dann mit der Beatmung aufhört, wenn sie seine Gesundheit wiederhergestellt und ihn so schön gemacht hat, wie sie ihn haben wollte.
Die Macht unseres Hauches wird nicht von ihm ablassen. Wir werden erst aufhören, ihn anzuhauchen, wenn Wir ihn so schön, wie Wir ihn haben wollen, in unsere Vaterarme zurückkehren sehen.
Dann werden Wir spüren, dass der Sohn unsere Vatergüte und große Liebe erkannt hat. Siehst du also, was es braucht, damit unser Wille auf Erden zur Herrschaft gelange? Die Kraft unseres allmächtigen Hauches! Mit ihm werden Wir unser Leben im Menschen erneuern.
Alle Wahrheiten, die Ich mitgeteilt habe, die großen Wunder des Lebens in meinem Wollen, werden die schönsten und größten Besitztümer sein, die Wir ihm zum Geschenk geben.
Auch das ist ein sicheres Zeichen, dass sein Reich auf die Erde kommen wird, denn wenn Ich spreche, schaffe Ich zuerst die Fakten und dann rede Ich. Mein Wort ist die Bestätigung der Gabe und der Wunder, die Ich tun will.
Wozu sollte Ich meine göttlichen Besitztümer darstellen und bekannt machen, wenn nicht sein Reich auf die Erde kommen sollte?“… (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 35; 21. Dezember 1937)
„Ein Zeichen…“ (Lk 11,30)
Ich schreibe nur, um zu gehorchen, ansonsten wäre ich nicht nütze, auch nur ein einziges Wort zu schreiben; und nur die Furcht, dass ich meinen süßen Jesus betrüben könnte, wenn ich es nicht täte, gibt mir Eifer und Kraft.
Nun fährt Er fort, über sein Heiligstes Wollen zu sprechen, und bei seinem Kommen sagte Er zu mir: „Meine Tochter, die Heiligkeit in meinem Wollen ist noch nicht bekannt, dies ist der Grund für die Verwunderung auf ihrer Seite, denn wenn ein Ding bekannt ist, hört das Staunen auf.
Alle Arten von Heiligkeit werden symbolisiert durch etwas, was in der Schöpfung verstreut ist: Es gibt die Heiligkeit, die durch die Berge symbolisiert wird, andere von Bäumen, von Pflanzen, von kleinen Blumen, von Sternen, und viele andere Gleichnisse.
All diese Heiligkeiten haben ihr begrenztes und individuelles Gute, haben ihren Ursprung wie auch das Ende, sie können nicht alles umfassen und allen Gutes tun, wie dies ein Baum und eine Blume nicht kann.
Nun, es ist die Sonne, die die Heiligkeit meines Wollens symbolisiert. Die Sonne war immer und wird immer sein, und obwohl sie einen Anfang darin hatte, die Welt zu erleuchten, ist sie Licht, das aus meinem ewigen Licht hervorging, sodass man sagen kann, dass sie keinen Anfang hat.
Die Sonne tut allen Gutes, breitet sich mit ihrem Licht über alle aus und macht bei niemandem eine Ausnahme. Mit ihrer Majestät und ihrer Herrschaft regiert sie über alles und gibt allem Leben, auch der kleinsten Blume, doch still, ohne Lärm und fast unbeachtet.
O, wenn eine Pflanze etwas Geringes täte, einen Schatten dessen, was die Sonne tut, wenn sie einer anderen Pflanze Wärme gäbe, würden alle „Wunder!” rufen, alle wollten sie sehen und würden mit Staunen darüber sprechen.
Die Sonne, die allem Leben und Wärme gibt, und die das ständige Wunder ist, von ihr spricht niemand, niemand wundert sich, und das kommt daher, weil der Mensch die Augen stets am Boden und bei den irdischen Dingen hat, nie in der Höhe und bei den himmlischen Dingen.
Nun, die Heiligkeit in meinem Wollen, die von der Sonne symbolisiert wird, wird aus dem Mittelpunkt meiner Heiligkeit hervorgehen. Sie wird ein Strahl sein, geboren aus meiner Heiligkeit, die keinen Anfang hat.
So existierten diese Seelen in meiner Heiligkeit, existieren und werden existieren; sie waren gemeinsam mit Mir in dem Guten, das Ich tat. Sie sind nie aus dem Strahl hinausgetreten, in dem Ich sie zum Licht geboren hatte.
Da sie sich nie von meinem Willen getrennt haben, erfreute Ich Mich mit ihnen und tue es noch immer. Meine Einheit mit ihnen ist andauernd; Ich sehe sie über allem schweben.
Die menschlichen Stützen existieren nicht für sie, so wie sich die Sonne an keinem Punkt anlehnt: sie lebt wie isoliert in der Höhe, doch mit ihrem Licht schließt sie alles in sich ein.
So sind diese Seelen: Sie leben in der Höhe wie die Sonne, doch ihr Licht steigt in den tiefsten Grund hinab, dehnt sich über alle aus. Ich käme Mir vor, als würde Ich sie betrügen, wenn Ich sie zur Seite stellte und sie nicht das tun ließe, was Ich tue; deshalb gibt es keine Wohltat, die nicht von ihnen herabsteigt.
In dieser Heiligkeit sehe Ich meine Schatten, meine Abbilder über die ganze Erde hinweg fliegen, in der Luft, am Himmel.
Und deshalb liebe Ich die Welt und werde sie lieben, denn Ich warte darauf, dass meine Heiligkeit das Echo auf der Erde habe, dass meine Strahlen zum Licht heraustreten und Mir die vollständige Herrlichkeit geben, indem sie Mir die Liebe und Ehre wiederherstellen, die die anderen Mir nicht erwiesen haben.
Doch wie die Sonne werden sie die Unbeachtetsten sein, ohne irgendeinen Lärm. Und wenn jemand sie ansehen will, wird meine Eifersucht so groß sein, dass er Gefahr laufen wird, zu erblinden und gezwungen sein wird, den Blick zu senken, um die Sicht wiederzuerlangen.
Siehst du, wie schön die Heiligkeit in meinem Willen ist? Es ist die Heiligkeit, die sich deinem Schöpfer am meisten nähert, deshalb wird sie die Vorherrschaft über alle anderen Arten von Heiligkeit haben, sie wird in sich all die anderen Heiligkeiten zusammen einschließen und das Leben all der anderen Heiligkeiten sein.
Welche Gnade für dich, sie zu kennen! Die Erste zu sein, wie ein Sonnenstrahl, der aus der Mitte meiner Heiligkeit hervorgeht, ohne sich jemals zu trennen! Eine größere Gnade könnte Ich dir nicht geben, ein außergewöhnlicheres Wunder könnte Ich nicht an dir wirken.
Sei aufmerksam, meine Tochter, mein Strahl, denn jedes Mal, wenn du in mein Wollen eintrittst und wirkst, ist es so, als ob die Sonne auf Glasscheiben trifft: so viele Sonnen bilden sich im Glas. So wiederholst du daher mein Leben viele Male, vervielfältigst es und gibst meiner Liebe neues Leben.”
Dann dachte ich mir: „In diesem heiligen Willen kann man keine Wunder oder außergewöhnliche Dinge sehen, auf die die Geschöpfe so aus sind, und um die halbe Welt reisen würden, um eines davon zu haben.
Im Gegenteil, alles geschieht zwischen der Seele und Gott, und wenn die Geschöpfe Gutes empfangen, wissen sie nicht, woher es gekommen ist. Diese Seelen, die im Göttlichen Willen leben, sind wahrhaft wie die Sonne, auf die niemand hinweist, während sie allen Leben und Wärme gibt.”
Nun, während ich darüber nachdachte, kehrte mein Jesus zurück und fügte mit einer imposanten Erscheinung hinzu: „Welche Wunder, welche Wunder! Ist es etwa nicht das größte Wunder, meinen Willen zu tun?
Mein Wille ist ewig und es ist ein ewiges Wunder, das nie aufhört, es ist ein Wunder eines jeden Augenblicks, dass der menschliche Wille eine ständige Verbindung mit dem Göttlichen Willen hat.
Das Auferwecken der Toten, den Blinden die Sehkraft zu geben und anderes sind keine ewigen Dinge, sie sind der Vergänglichkeit unterworfen, daher können sie sich Schatten der Wunder nennen, flüchtige Wunder, verglichen mit dem großen und dauernden Wunder, in meinem Willen zu leben.
Du schenke solchen Wundern keine Aufmerksamkeit; Ich weiß, wann sie angebracht und nötig sind.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 13; 12. November 1921)
——————–
… „Meine Tochter, die ganze Welt ist drunter und drüber, und alle erwarten Veränderungen, Frieden und Neues. Die Menschen kommen bei Konferenzen zusammen und wundern sich, dass sie zu keinen Entschlüssen und ernsthaften Entscheidungen imstande sind, sodass kein wahrer Friede geschaffen wird und sich alles in Worten auflöst, ohne Ergebnis.
Sie hoffen, dass weitere Konferenzen zu seriösen Entscheidungen führen können, aber sie warten vergebens. Und inzwischen sind alle in dieser Erwartung in Angst: einige bereiten neue Kriege vor, einige erhoffen neue Eroberungen.
Doch dadurch verarmen die Völker und werden ihrer Lebensgrundlage beraubt, und während sie warten, der gegenwärtigen traurigen Ära müde, die sie dunkel und blutig einhüllt, warten und hoffen sie auf eine neue Ära des Friedens und des Lichtes.
Die Welt befindet sich genau an demselben Punkt, wie zu der Zeit, als Ich auf die Erde kommen sollte: alle waren in Erwartung eines großen Ereignisses, einer neuen Ära, wie es tatsächlich geschah. So ist es auch jetzt, wo das große Ereignis, die neue Ära kommen soll, in welcher der Wille Gottes auf Erden wie im Himmel geschehen soll.
Alle sind in Erwartung einer neuen Ära, überdrüssig der jetzigen, ohne zu wissen, was dieses Neue, diese Veränderung sein mag, wie sie es auch nicht wussten, als Ich auf die Erde kam.
Diese Erwartung ist ein sicheres Zeichen, dass die Stunde nahe ist, doch das sicherste Zeichen ist, dass Ich jetzt offenbare, was Ich tun will, und dass Ich Mich an eine Seele wende – wie Ich Mich an meine Mutter wandte, als Ich vom Himmel auf die Erde herabstieg – und dieser Seele meinen Willen und die Güter und Wirkungen mitteile, die Er enthält, um die ganze Menschheit damit zu beschenken.“ (aus „Das Buch des Himmels“; Vorläufiger deutscher Text, aus dem Italienischen übersetzt von Studiengruppe Hl. Hannibal di Francia – DI Irmengard Haslinger – Für den privaten Gebrauch – Band 15; 14. Juli 1923)