UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO (Mt 2,1-12)
1 Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy 2 i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». 3 Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. 4 Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. 5 Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: 6 A ty, Betlejem, ziemio Judy,nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca,który będzie pasterzem ludu mego, Izraela»4.7 Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy.kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». 9 Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. 10 Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. 11 Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. 12 A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.
Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy 2 i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon».(Mt 2,1-2)
Najdroższa córko, masz rację, mówiąc, że widzisz mnie piękniejszą. Musisz wiedzieć, że gdy zobaczyłam mojego Syna obrzezanego oraz krew tryskającą z Jego rany, pokochałam ową krew i ową ranę i podwójnie stałam się Matką – Matką mojego Syna oraz Matką Jego krwi i okrutnego bólu. Nabyłam więc przed Majestatem Bożym podwójne prawa Macierzyństwa, podwójne prawa łaski dla siebie i dla całej ludzkości. To dlatego widzisz Mnie piękniejszą. Córko moja, jak wspaniale jest czynić dobro i cierpieć w pokoju i z miłości do Tego, który nas stworzył. To wiąże Boską Istotę ze stworzeniem, a Boska Istota daje mu tak wiele, że zalewa je łaskami i miłością. Ta miłość i te łaski nie potrafią być bezczynne, ale chcą mknąć i chcą się oddać wszystkim, tak aby wszyscy poznali Tego, który dał im tak wiele. To dlatego czułam potrzebę, aby wszyscy poznali mojego Jezusa. Moja błogosławiona córko, Boska Istota, która nie potrafi odmówić niczego temu, kto Ją kocha, wyniosła na błękit nieba nową, piękniejszą i jaśniejszą gwiazdę, która swoim światłem poszukiwała czcicieli, żeby swoim niemym migotaniem powiedzieć całemu światu: „Narodził się Ten, który przyszedł was zbawić! Przyjdźcie oddać Mu cześć i uznajcie Go za swojego Zbawiciela!”. Ale cóż za ludzka niewdzięczność! Spośród wielu tylko trzy osoby ją zauważyły i nie bacząc na ofiary, wyruszyły, aby podążyć za gwiazdą. I tak jak gwiazda prowadziła te osoby w drodze, tak też moje modlitwy, moja miłość, moje westchnienia i łaski (które chciały dać poznać to oczekiwane od wieków Niebieskie Dziecię) jak wiele gwiazd docierały do ich serc, oświetlały ich umysły i kierowały ich wnętrzem, tak iż zanim Go poznały, czuły, jak bardzo kochały Tego, którego szukały, i przyspieszały kroku, aby do Niego dotrzeć i zobaczyć Tego, którego tak bardzo kochały. Moja najdroższa córko, moje Serce Matki cieszyło się wiernością, pozytywną odpowiedzią i poświęceniem tych Mędrców, przychodzących poznać mojego Syna i chcących oddać Mu cześć. Ale nie mogę ukryć przed tobą mojego tajemniczego bólu, że spośród tak wielu znalazło się tylko trzech. Jak wiele razy w ciągu wieków wznawiany jest Mi ten ból i ta ludzka niewdzięczność! Ja i mój Syn nie czynimy nic innego, jak tylko wznosimy gwiazdy, jedną piękniejszą od drugiej, i wzywamy jednych do poznania swojego Stwórcy, drugich do świętości, innych do podniesienia się z grzechu, a jeszcze innych do heroicznej ofiary. Czy chcesz wiedzieć, czym są te gwiazdy? Bolesne spotkanie jest gwiazdą, prawda, którą się poznaje, jest gwiazdą, nieodwzajemniona miłość ze strony innych stworzeń jest gwiazdą. Niepowodzenie, ból, rozczarowanie, nieoczekiwane szczęście są wieloma gwiazdami, które zapalają światło w umysłach stworzeń, gwiazdami, które dotykając stworzeń, chcą, aby odnalazły Niebieskie Dziecię, które umiera z miłości, które skostniałe z zimna, poszukuje w ich sercach schronienia, aby mogły Go poznać i pokochać. Ale niestety! Ja, która trzymam Niebieskie Niemowlę w swoich ramionach i pragnę je złożyć w sercach stworzeń, na próżno czekam, aby gwiazdy przyprowadziły do Mnie stworzenia. Moje Macierzyństwo jest ograniczane i wstrzymywane. A chociaż jestem Matką Jezusa, nie mogę być Matką dla wszystkich, ponieważ nie ma ich wokół Mnie i nie poszukują Jezusa. Gwiazdy się chowają, a oni pozostają w Jeruzalem świata bez Jezusa. Co za ból, córko moja! Co za ból! Potrzeba pozytywnej odpowiedzi, wierności i poświęcenia, aby podążać za gwiazdami. I jeśli Słońce Woli Bożej wschodzi w duszy, jak bardzo musi ona uważać! W przeciwnym razie pozostanie w mroku ludzkiej woli. Córko moja, kiedy święci Królowie weszli do Jerozolimy, zagubili gwiazdę, ale mimo to nie przestali poszukiwać Jezusa. Gdy opuścili miasto, gwiazda znowu się pojawiła i radośnie zaprowadziła ich do groty w Betlejem. Przyjęłam ich z matczyną miłością, a drogie Dziecię spoglądało na nich z wielką miłością i godnością i pozwoliło, żeby z Jego małego Człowieczeństwa promieniowała Jego Boskość. Tak więc ukłonili się i uklękli u Jego stóp. Gdy oddawali Mu cześć i przyglądali się tej Bożej Piękności, rozpoznali w Nim prawdziwego Boga. Wpadli w zachwyt i uniesienie i cieszyli się Nim tak bardzo, że Niebieskie Dziecię musiało ukryć w swoim Człowieczeństwie swoją Boskość. W przeciwnym razie pozostaliby tam, nie mogąc się oderwać od Jego boskich stóp. Gdy po tym uniesieniu powrócili do siebie, ofiarowali Mu złoto swoich dusz, kadzidło swojej wiary i adoracji oraz mirrę całej swojej istoty, jak również mirrę wszelkiej ofiary, której by zażądał. Przekazali Mu także ofiary i dary zewnętrzne, symbol ich wewnętrznych poczynań: złoto, kadzidło i mirrę. Ale moja miłość Matki nie była jeszcze zaspokojona. Chciałam, aby potrzymali słodkie Dzieciątko w swoich ramionach. Och, z jaką miłością Je całowali i tulili do piersi! Czuli w sobie raj z wyprzedzeniem. W ten sposób mój Syn przyłączał wszystkie pogańskie narody do wiedzy o prawdziwym Bogu i dawał im dobra Zbawienia. Umożliwił wszystkim ludziom powrót do Wiary oraz ustanowił siebie Królem nad królami. Władając nad wszystkim, przywoływał na ziemię orężem swojej miłości, swojego bólu i swoich łez królestwo swojej Woli. A Ja, twoja Mama, chciałam być pierwszym apostołem. Pouczyłam ich, opowiedziałam im o moim Synu i o Jego żarliwej miłości. Zaleciłam im, aby dali Go poznać każdemu. I zajmując pierwsze miejsce Matki i Królowej wszystkich apostołów, pobłogosławiłam ich oraz kazałam drogiemu Dziecięciu ich pobłogosławić. Z radością i ze łzami wyruszyli do swoich krajów. Ale Ja ich nie opuściłam. Z matczyną troską im towarzyszyłam. A żeby im się odwdzięczyć, sprawiłam, że poczuli Jezusa w swoich sercach. Jak bardzo byli zadowoleni! Musisz wiedzieć, że czuję się prawdziwą Matką, gdy widzę, jak mój Syn panuje, włada oraz tworzy swoje stałe zamieszkanie w sercach, które Go szukają i kochają. A teraz jedno słówko do ciebie, moja córko. Jeśli chcesz, abym była twoją prawdziwą Matką, pozwól Mi złożyć w twoim sercu Jezusa. Uczynisz Go szczęśliwym swoją miłością, nakarmisz Go pożywieniem Jego Woli (gdyż innego nie przyjmuje) oraz okryjesz Go świętością swoich czynów. A Ja przyjdę do twojego serca i wraz z tobą będę ponownie kształtować mojego drogiego Syna. Będę sprawowała urząd Matki wobec ciebie i wobec Niego. W ten sposób poczuję czystą radość mojej macierzyńskiej płodności. Musisz wiedzieć, że wszystko, co jest w sercu, a co się nie rozpoczyna od Jezusa, nawet najpiękniej wyglądające dzieło, nie sprawia Mi żadnej przyjemności, ponieważ pozbawione jest życia mojego drogiego Syna.
(z „Dziewica Maryja w Królestwie Woli Bożej” wg pism Sługi Bożej Luizy Piccarrety: trzecia(dodatek) medztacja.
…………………………………
Odprawiałam swoje zwykłe modlitwy, a oddając się bez reszty w ramiona Najwyższej Woli, czyniłam z wiarą adorację Boskiego Majestatu w Jego Woli. Wtedy mój Jezus poruszył się we mnie, wziął moją biedną duszę w swoje ramiona, uniósł ją między niebem, a ziemią i razem ze mną oddał cześć Najwyższej Istocie; potem powiedział do mnie: „Moja córko, prawdziwa i doskonała adoracja jest doskonałą zgodnością jedności Woli Bożej z duszą. Im bardziej dusza czyni swoją wolę „jedną” z Wolą swego Stwórcy, tym pełniejsze i doskonalsze jest jej uwielbienie.
Gdy wola ludzka nie stanowi jedności z Boską – a tym bardziej, gdy jest daleko od Boga – nie można jej nazwać adoracją, lecz jej cieniem, albo bezbarwnym cieniem, który nie pozostawia nawet śladu.
Jeśli ludzka wola nie jest gotowa na pocałunek Jedności Najwyższej Woli, modlitwa, zamiast czcią, może stać się obrazą i pogardą.
Pierwszym aktem czci jest uznanie woli Stwórcy w celu jej wypełnienia, a jeśli tak nie jest, to czci się słowami – ale obraża się i znieważa Go czynami.
Jeśli chcesz poznać prawdziwy i doskonały wzór uwielbienia, wejdź ze Mną pomiędzy Trzy Osoby Boskie…”
Nie wiem, jak to się stało – Jezus ścisnął mnie jeszcze mocniej i uniósł jeszcze wyżej, prosto w bezgraniczne światło. Czułam się tak, jakbym została unicestwiona, ale Boskie Życie, które emanowało tak wieloma różnorodnymi odcieniami piękna, świętości, światła, dobroci, pokoju, miłości itd. zastąpiło tę nicość, tak że moja nicość została przekształcona w te boskie odcienie i nie była już rozpoznawalna, i uczyniło Siebie [zakochanym we mnie], które mnie tak ozdobiło.
Wtedy mój słodki Jezus wznowił swoją mowę:
„Widzisz, moja córko, pierwszym aktem Osób Boskich jest doskonała zgodność Naszych Woli; Nasze Wole są tak zjednoczone, że nie można odróżnić, która z nich jest wolą jednej, a która drugiej, tak że chociaż jesteśmy Trzema różnymi Osobami, to jednak wola jest jedna i ta jedna wola wytwarza nieustanny akt doskonałej adoracji między Osobami Boskimi; jedna Osoba adoruje drugą.
Ta zgodność woli wytwarza równość w świętości, w świetle, dobroci, pięknie, mocy, miłości, daje Nam radości, niezmierne szczęście i nieskończone rozkosze, a przez to ustanawia w Nas prawdziwe panowanie porządku i pokoju.
Tak więc zgodność woli ludzkiej z Boską jest pierwszym ogniwem łączącym Stwórcę ze stworzeniem, a z niej, jak przez kanał, zstępują cnoty Boskie i rodzą w duszy prawdziwą adorację i doskonałą miłość do swego Stwórcy. I wznosząc się przez ten właśnie kanał połączenia, dusza otrzymuje różne odcienie boskich cech. Za każdym razem, gdy dusza wznosi się, aby zanurzyć się w tej Wiecznej Woli, nabywa tym więcej różnych boskich piękności, które ją zdobią.
Dlatego utrzymuję, że dusza, która pełni Moją Wolę, jest Moją rozrywką i Moją radością, a dla Mojej rozrywki czekam, z pędzlem Mojej Woli w Moich rękach, aby ją odświeżyć i poprawiać, gdy tylko zanurzy się w Mojej Woli.
Raduję się, gdy jednym pociągnięciem Mojego pędzla mogę odcisnąć na niej inny odcień Mojego piękna, Mojej miłości, Mojej świętości i wszystkich Moich przymiotów.
Czy jestem zatem w Niebie, czy w duszy, jest Mi wszystko jedno – znajduję tę samą adorację Osób Boskich, Moją Wolę, Moją Miłość.
A ponieważ zawsze mogę coś dać duszy, postępuję czasem jak zręczny malarz i maluję w niej swój obraz, czasem jak nauczyciel i wykładam jej najwyższe i najwznioślejsze doktryny, czasem jestem jak namiętny miłośnik, który daje miłość i żąda miłości. Krótko mówiąc, używam i ćwiczę wszystkie sztuki, aby rozmawiać z nią.
Kiedy Moja Miłość, znieważana przez stworzenia, nie znajduje schronienia, gdzie mogłaby uciec przed moimi prześladowcami, którzy chcą Mnie zabić lub zmusić do powrotu do Nieba, schronię się w duszy, która zawiera w sobie Moją Wolę i znajduję [w niej] Moją Moc, która Mnie broni, Moją Miłość, która Mnie kocha, Mój pokój, który daje Mi odpoczynek – znajduję wszystko, czego pragnę.
W ten sposób Moja Wola łączy wszystkie rzeczy razem, niebo i ziemię i wszystkie dobra, i tworzy z nich jedno, a z tego tylko wypływają wszystkie możliwe i wyobrażalne dobra. W ten sposób mogę powiedzieć, że dusza, która pełni Moją Wolę, jest dla Mnie wszystkim, a Ja jestem wszystkim dla niej”…
(z „Księgi Nieba”; Do użytku prywatnego – tom 16; 13 maja 1924)
………………………………….
„Święci badacze gwiazd odwiedzili Mnie i wywołali małe zamieszanie swoimi poszukiwaniami. Przeraziło to Heroda, który zamiast przyłączyć się do nich i również odwiedzić Mnie, chciał spiskować przeciwko Mojemu życiu i zabić Mnie.
Dlatego z konieczności musiałem udać się na wygnanie: to również symbolizuje Moją Bożą Wolę: bardzo często wydaje się, że Ona wzbudza jakieś zainteresowanie, że chcą Ją uczynić znaną poprzez publikację. Ale co się dzieje?
Jednych ogarnia strach, inni boją się kompromitacji, jeszcze inni nie chcą się poświęcić pod tym czy innym pretekstem – wszystko rozpływa się w słowach, a Moja Boska Wola zostaje wygnana spośród narodów
(z „Księgi Nieba”; Do użytku prywatnego – tom 27; 21 października 1929)
Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. (Mt 2,7)
Moja najdroższa córko, dzisiaj Serce twojej Mamy jest tak przepełnione miłością i cierpieniem, że nie mogę się powstrzymać od płaczu. Wiesz, że przybyli Trzej Królowie, którzy zrobili rozgłos w Jerozolimie, dopytując się o nowego Króla. Okrutny Herod z obawy, że zostanie pozbawiony tronu, wydał rozkaz zabicia mojego słodkiego Jezusa, mojego drogiego życia, a razem z Nim wszystkich innych dzieci. Córko moja, co za ból! Chcą zabić Tego, który przyszedł, by dać życie wszystkim i przynieść światu nową erę pokoju, szczęścia i łaski! Co za niewdzięczność! Co za przewrotność! Ach, moja córko, dokąd prowadzi zaślepienie ludzką wolą! Prowadzi do okrucieństwa oraz do związania rąk samemu Stwórcy, i to do tego stopnia że stworzenie staje się panem własnego Stwórcy. Współczuj Mi więc, moja córko, i staraj się uciszyć płacz słodkiego Dzieciątka. Płacze Ono z powodu ludzkiej niewdzięczności, gdyż chcą Je zabić, i to ledwo narodzone. My zaś, aby Je uratować, zmuszeni jesteśmy uciekać. Święty Józef dostał już od anioła powiadomienie, żebyśmy jak najszybciej udali się do obcego kraju. Dołącz do Nas, droga córko, nie zostawiaj Nas samych, a Ja nadal będę ci udzielać moich lekcji, ukazujących wielkie zło ludzkiej woli. Musisz wiedzieć, że jak tylko człowiek odstąpił od Woli Bożej, zerwał relacje ze swoim Stwórcą. Wszystko, co Bóg stworzył na ziemi, należało do niego, ale człowiek, nie czyniąc Woli Bożej, stracił wszelkie prawa i można powiedzieć, że nie miał, gdzie się podziać. Stał się więc biednym wygnańcem, pielgrzymem, który nie miał swojego stałego miejsca, i to nie tylko na duszy, ale i na ciele. Wszystko stało się niestałe dla biednego człowieka. I jeśli posiadał coś nietrwałego, to dzięki przewidywanym zasługom Niebieskiego Dzieciątka. A to dlatego, że Bóg przeznaczył całe wspaniałe Stworzenie dla tych, którzy mieli czynić Wolę Bożą i żyć w Jej królestwie. Jeśli pozostali z wysiłkiem coś zdobywają, to są prawdziwymi złodziejaszkami swojego Stwórcy, i słusznie – nie chcą czynić Woli Bożej, a chcą dóbr, które do Niej należą!
(z „Dziewica Maryja w Królestwie Woli Bożej” wg pism Sługi Bożej Luizy Piccarrety: Lekcja 24)
Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. (Mt 2,11)
Córko moja, inna niespodzianka: nowa gwiazda rozbłysła pod sklepieniem niebios. Swoim światłem poszukuje adorujących i kieruje ich, aby rozpoznali Dzieciątko Jezus i oddali Mu cześć. Trzy osoby, jedna oddalona od drugiej, były tym poruszone. Przeniknięte boskim światłem podążyły za gwiazdą, która doprowadziła ich do groty w Betlejem12 , do stóp Dzieciątka Jezus. Ale jaki był zachwyt owych Królów, gdy w Bożym Dzieciątku rozpoznali Króla Nieba i ziemi, Tego, który przyszedł umiłować i zbawić wszystkich! Stało się tak, ponieważ gdy Królowie oddawali Mu cześć zachwyceni tym niebiańskim pięknem, nowo narodzone Dziecię ukazało swoją Boskość, wydobywającą się z Jego małego Człowieczeństwa. A grota zamieniła się w raj, tak iż Królowie mogli dopiero wtedy oderwać się od stóp Bożego Dziecięcia, gdy schował z powrotem światło Boskości w swoje Człowieczeństwo. Ja zaś, pełniąc urząd Matki, długo jeszcze opowiadałam im o zstąpieniu Słowa i wzmacniałam ich w wierze, nadziei i miłości, które były symbolem ich darów przekazanych Jezusowi. Przepełnieni radością, powrócili do swoich krajów, aby być pierwszymi orędownikami Jezusa.
(z „Dziewica Maryja w Królestwie Woli Bożej” wg pism Sługi Bożej Luizy Piccarrety: Lekcja 23)
………………………………….
Dziś rano przyjęłam Komunię, a będąc z Jezusem, była tu także Królowa Matka i – o, cudo! Patrzyłam na Matkę i widziałam Jej serce przemienione w Dzieciątko Jezus; patrzyłam na Syna i widziałam Matkę w sercu Dzieciątka.
Tymczasem przypomniałam sobie, że dziś jest Objawienie Pańskie i za przykładem Trzech Mędrców miałam coś ofiarować Dzieciątku Jezus, ale widziałam, że nie mam nic, co mogłabym Mu dać.
Kiedy zobaczyłam moją nędzę, przyszła mi myśl, by ofiarować moje ciało jako mirrę, z wszystkimi cierpieniami dwunastu lat spędzonych w łóżku, gotowa cierpieć i pozostać tu tak długo, jak będzie to dla Niego przyjemne; jako złoto – mękę, jaką odczuwam, gdy pozbawia mnie Swojej Obecności, co jest dla mnie najbardziej bolesne i przykre; jako kadzidło – moje biedne modlitwy, złączone z modlitwami Królowej Mamy, aby były milsze Dzieciątku Jezus.
Złożyłam więc swoją propozycję z pełnym przekonaniem, że Dziecko przyjmie wszystko. Jezus zdawał się przyjmować moją biedną ofiarę z wielką przyjemnością, ale najbardziej podobała Mu się ufność, z jaką Mu ją złożyłam, więc powiedział do mnie:
„Ufność ma dwa ramiona:
jednym obejmuje Moje Człowieczeństwo i używa go jako schodów, aby wznieść się do Mojej Boskości;
drugim obejmuje Boskość i ściąga potokami łaski niebiańskie, tak że dusza jest całkowicie zalana Boską Istotą.
Kiedy dusza jest ufna, jest pewna, że otrzyma to, o co prosi. Pozwalam, aby moje ramiona były związane, pozwalam jej robić, co chce, pozwalam jej przeniknąć do Mojego Serca i pozwalam jej wziąć dla siebie to, o co Mnie prosiła.
Gdybym tego nie uczynił, byłoby to tak, jakby Mi czyniono przemoc.”
Podczas gdy On to mówił, z piersi dziecka i matki wypłynęło wiele strumieni płynu, który całkowicie zalał moją duszę. Potem Królowa Matka zniknęła.
Po tym poszłam razem z dzieciątkiem na sklepienie nieba. Zobaczyłam, że Jego delikatna twarz była smutna i powiedziałam sobie: „Może chce się napić mleka i dlatego jest smutny”. Rzekłam więc do Niego: ” Może Ty zechcesz ssać u mnie, skoro nie ma tu Królowej Mamy?”.
Ale zanim to uczyniłam, przyszły do mnie obawy, że to może być diabeł; i aby się upewnić, kilkakrotnie znaczyłam Go znakiem krzyża, mówiąc: „Czy Ty naprawdę jesteś Jezusem z Nazaretu, Drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej, Synem Maryi Dziewicy, Matki Boga?”. A dziecko zapewniło mnie, że Ono jest.
Teraz, gdy byłam pewna, wzięłam Go, aby mógł u mnie ssać. Dziecko jakby się ożywiło i nabrało radosnego wyglądu, a ja widziałam, że ssało niektóre z tych strumieni, którymi mnie zalewało. Podczas gdy On to czynił, czułam, że moje serce jest pociągane i zdawało mi się, że to mleko, które Jezus wysysał ze mnie, wychodziło z Niego.
Kto może opisać to, co się stało między mną a Dzieciątkiem Jezus? Nie mam języka, który mógłby to wyrazić, ani słów, by to opisać.
(z „Księgi Nieba”;tom 3; 6 stycznia 1900)